ROZDZIAŁ DRUGI

Obudziły ją promienie popołudniowego słońca. Uczucie było tak niezwykłe, iż w pierwszej chwili pomyślała, że to sen, po czym, gdy trochę ochłonęła, zaczęła sobie przypominać, co wydarzyło się tego ranka.

Najpierw śmierć Charliego. I chociaż był starym, schorowanym człowiekiem, wiedziała, że minie wiele czasu, zanim się z tą śmiercią pogodzi. Znała Charliego od zawsze. Jej rodzice zmarli, gdy była maleńkim dzieckiem. Wychowywał ją dziadek, a dziadek i Charlie byli serdecznymi przyjaciółmi.

Wraz ze śmiercią Charliego zostały zerwane ostatnie więzy łączące ją z dzieciństwem – ze wspomnieniami weekendów spędzanych na łowieniu ryb na starej łodzi dziadka lub na siedzeniu na molo i zakładaniu przynęty na haczyki, podczas gdy obydwaj starsi panowie, grzejąc się w słońcu, opowiadali niestworzone historie. Kochała ich obydwu. Dziadek zmarł dwa lata temu, a teraz odszedł Charlie.

Będzie jej go bardzo brakowało.

I oto pojawił się Jonas…

Wciąż czuła zamęt w głowie. Położyła się na parę minut, a obudziła dopiero po dwóch godzinach. Smutek po śmierci Charliego mieszał się jej z napięciem związanym z wykryciem choroby Anny… I znowu ta natrętna myśl o Jonasie. Dlaczego tak bardzo ją prześladuje?

Leżała jeszcze chwile, po czym podniosła się z łóżka, opłukała twarz i patrząc w swoje odbicie w lustrze, powiedziała, co myśli o kimś, kto lekkomyślnie powierza pacjentów zupełnie nieznanemu lekarzowi.

Powinna była Jonasa sprawdzić. Mogła mu instynktownie uwierzyć, ale tu przecież chodzi o jej pacjentów i komisja lekarska z pewnością surowo by oceniła kogoś, kto pozwolił na przejęcie swoich obowiązków przez jakiegoś szarlatana.

Wszystko powinien wyjaśnić telefon do przyjaciółki, Dominiki, która jest anestezjologiem w szpitalu w Sydney.

– Jonas Lunn? – W głosie Dominiki brzmiało niedowierzanie. – Em, on jest fantastyczny! To jeden z najlepszych lekarzy, z jakim się zetknęłam. Trzymaj się go, dziewczyno! Jeśli ofiaruje się z pomocą, nie wahaj się ani chwili.



11 из 109