
– To brat Anny Lunn – oznajmiła pani Robin, zanim zaczęła wyliczać swoje dolegliwości. – Jest o trzy lata od niej starszy i ma na imię Jonas. Och, pani doktor, czyż on nie jest uroczy? Kiedy wszedł do poczekalni z Anną, pomyślałam w pierwszej chwili, że to jej nowy przyjaciel, i nie byłoby w tym nic dziwnego, skoro ten ladaco Kevin ją opuścił. Jeśli jednak to brat, to przynajmniej dobrze, że jest na tyle troskliwy, aby przyprowadzić ją do lekarza. Nie sądzi pani?
Tak, to rzeczywiście dobrze. Anna Lunn ma zaledwie trzydzieści lat, ale bieda i obowiązki związane z wychowywaniem trojga dzieci zdążyły już wycisnąć na niej swoje piętno. Chciała jak najszybciej widzieć się z lekarzem i to, że przyszła z bratem, świadczyło, że sprawa jest poważna i że ta wizyta może potrwać znacznie dłużej niż inne. Emily westchnęła cicho i w myślach przedłużyła swój dyżur o kolejne pół godziny, po czym zajęła się mierzeniem ciśnienia pani Robin.
Charlie Henderson stracił przytomność, zanim skończyła badanie. Zapisany na kontrolę wieńcówki mężczyzna był w mocno podeszłym wieku. Przedtem siedział w kącie poczekalni i z wyraźnym ukontentowaniem obserwował biegającą dzieciarnię. W chwili, gdy Emily zaczęła wypisywać pacjentce receptę, starzec chwycił się za serce, po czym nagle skurczył się i osunął na ziemię.
– Em! – Recepcjonistka gwałtownie zastukała do drzwi gabinetu i Emily w tej samej niemal chwili znalazła się przy leżącym na ziemi starcu. Jego twarz była śmiertelnie blada, a skóra pokryta zimnym potem. Emily szybko sprawdziła jego drogi oddechowe, ale nie stwierdziła żadnej niedrożności. Nie wyczuwała również tętna.
– Szybko wózek! – rzuciła w kierunku Amy. Rozpoczęła sztuczne oddychanie, błyskawicznie rozerwała Charliemu koszulę na piersiach. Wszystko wskazywało na to, że nastąpiło całkowite zatrzymanie akcji serca. W sytuacji, gdy osiemnastoletnia recepcjonistka nie miała żadnego medycznego przygotowania, Emily wiedziała, że musi liczyć wyłącznie na siebie.
