– Czy możecie opuścić pomieszczenie? – rzuciła pośpiesznie, nie podnosząc głowy i nie mając nadziei, że ktokolwiek jej posłucha. Niestety, zajęta ratowaniem starego przyjaciela, nic więcej nie mogła zrobić.

I wtedy, gdzieś z góry…

– Czy moglibyście wszyscy stąd wyjść? Natychmiast! – wsparł ją ktoś ostrym, nie znoszącym sprzeciwu głosem.

Przymrużyła oczy, zastanawiając się, do kogo mógł należeć. Wciąż jednak klęczała przy starcu, rozpaczliwie starając się przywrócić go do życia.

– Oddychaj… Proszę, Charlie, oddychaj…

– Potrzebne nam miejsce – ciągnął głos. – Jeśli to nic pilnego, zapiszcie się na inny termin, albo poczekajcie na zewnątrz. No już!

Rudowłosy mężczyzna przyklęknął z drugiej strony Charliego. Wózek był już przy nich i Emily widziała, jak nieznajomy nanosi żel na elektrody defibrylatora z taką wprawą, jakby to robił już niejednokrotnie. Kim, u diabła, jest? Nie było jednak czasu na zadawanie pytań. Trzeba ratować Charliego. Charlie był dla niej kimś wyjątkowym.

Charlie…

Musi się opanować. Nie czas na emocje, gdy w grę wchodzi życie starego przyjaciela. Kolejne cztery razy wdmuchnęła powietrze w jego płuca, po czym głęboki głos polecił:

– Odsunąć się! Już!

Wykonała polecenie i dłonie nieznajomego błyskawicznie umieściły elektrody na piersiach starca.

Ciało Charliego zadrżało gwałtownie. Nic. Żadnych oznak, że serce wznowiło pracę. Seria sztucznych oddechów, przyłożenie elektrod do piersi, wstrząs i znowu nic. Kolejna seria wdechów, jeszcze jedna i jeszcze jedna… Wciąż nic. W końcu Emily się poddała.

– Wystarczy – szepnęła. – On odszedł.

Zaległa głucha cisza. Stojąca za nimi blada jak ściana Amy wciągnęła głęboko powietrze i po jej twarzy popłynęły łzy. To dla niej zbyt silne przeżycie, jest jeszcze taka młoda, pomyślała Emily i nagle, mimo swoich dwudziestu dziewięciu lat, poczuła się bardzo staro. Z trudem podniosła się, podeszła do zapłakanej dziewczyny i serdecznie ją przytuliła.



3 из 109