Pół roku temu Molly też się tak zachowywała, ale była przy tym łagodna i tak nieśmiała, jakby wstydziła się własnego cienia. Flynn uznał wtedy, że trzeba coś zrobić, żeby się zmieniła.

Teraz stała nad nim, stukając palcem w kartkę z jakimiś danymi statystycznymi, które uwielbiała.

– To ma być rejestr wydatków? Co to znaczy: osiemset dolarów za lunch? – kontynuowała ze złością.

– No wiesz, to właściwie nie był lunch. Kupiłem dla Ralpha specjalne ergonomiczne krzesło, bo ma kłopoty z kolanem. Tylko zgubiłem gdzieś paragon, a nie chciałem cię denerwować. Pomyślałem sobie, że tak będzie dobrze…

– Przecież ty w ogóle nie myślisz – przerwała mu natychmiast.

Ponieważ słyszał to już wiele razy, więc ułożył wygodnie nogi na biurku i skoncentrował się na obserwowaniu Molly, która szybkim krokiem przemierzała jego gabinet, starając się po raz kolejny wytłumaczyć mu zawiłości ksiąg rachunkowych i obowiązujących przepisów.

Z początku Molly była przerażona nowym miejscem pracy, a szczególnie biurem swojego szefa. Flynn uważał, że pluszowy, czerwony dywan, tekowe szafki i biurko w kolorze lapis lazuli wywierają odpowiednie wrażenie na klientach i świadczą o jego pozycji na rynku. Oczywiście, jako miłośnik koszykówki i kwiatów, dodał kilka osobistych drobiazgów, takich, jak kosz nad drzwiami i kilkanaście doniczek przy oknie. Największą dezaprobatę Molly wzbudzał jednak jego fotel o jedenastu pokrętłach, który masował dowolną część ciała podczas pracy. Zdaniem Flynna nie był tak dobry jak kobiece dłonie, ale przecież w biurze nie można mieć wszystkiego. Molly nie była również zachwycona jego codziennym ubraniem, w którym przychodził do pracy – starymi dżinsami, mokasynami i kolorowymi bawełnianymi koszulkami. Natomiast Flynnowi było zupełnie obojętne, co miał na sobie, a jego pięciu pracowników mogło, na dobrą sprawę, pojawić się w biurze nawet nago. Wprawdzie miał klientów na całym świecie, ale ich niespodziewane wizyty należały do rzadkości.



2 из 114