– Ale on to wszystko ma naturalnie ze sobą w Niemczech – dodał pospiesznie Tarald, chcąc ratować sytuację.

– A co to takiego, ten skarb? – zapytał ośmioletni Mattias o łagodnych oczach.

– Opowiem ci, jak będziesz większy – bąknął Tarald.

Małemu to wystarczyło. Skoro ojciec tak mówi, niech tak będzie. Mattias nie był ciekawski.

W Kolgrimie jednak słowa ojca wznieciły ogień!

Dorośli utrzymują coś przed nim w tajemnicy! Czy to są tajemne skarby Ludzi Lodu? I one mają stać się własnością Mattiasa?

Czyż Kolgrim nie jest najstarszy?

Wściekłość, która rozgorzała w nim tego dnia, spływała coraz głębiej i głębiej do jego duszy. Jest więc coś, o czym nie wiedział!

Tarjei ma to przy sobie?

O, nie! Babcia Liv ostrzegła ojca, to widział wyraźnie. Zatem Tarjei nie zabrał skarbu ze sobą. On musi znajdować się tutaj!

Gdzieś w Lipowej Alei…

Ech, cała troskliwość, z jaką Tarjei starał się ukryć istnienie skarbu, okazała się teraz na nic. Kiedyś, nad kołyską nowo narodzonego Kolgrima, Tengel go przestrzegał: „Nigdy, przenigdy nie pozwól, by cokolwiek, najmniejsza nawet część skarbu dostała się w ręce tego dziecka! I żebyś go niczego nie uczył! Absolutnie niczego!”

Teraz Tarjei, w potrzebie, zwrócił się do ojca chłopca, swojego kuzyna Taralda. Gorzej wybrać nie mógł. Bo choć Tarald stał się poważanym ojcem rodziny, to myślał wciąż niczym roztrzepany młokos.

Kolgrim usłyszał słowa, których absolutnie nie powinien był słyszeć!

W przeciwieństwie do ojca Kolgrim był niesłychanie bystry – na swój pełen złej woli sposób.

Teraz postanowił, że za wszelką cenę dowie się wszystkiego o skarbie.

Kogo powinien spytać?

Na pewno nie dziadka ani babki, ich niełatwo oszukać.

Ojciec był zbyt słaby, nigdy by się nie odważył zrobić niczego wbrew woli swoich rodziców. A głupia Irja na pewno o niczym nie ma pojęcia, to mógłby przysiąc.



4 из 183