Rozejrzała się po warsztaciku. „Średniowieczne" topory, miecze, sztylety, umbo oraz inne elementy uzbrojenia…

– Przez Internet rozprowadzamy – dodał chłopak.

– Do kata… – Zagryzła wargi.

On też z trudem panował nad wesołością. Odliczyła im dwa banknoty po dziesięć złotych. Puściła cugle. Z zaciekawieniem wzięła w dłoń jeden z leżących w skrzynce noży.

– Taki, nazwijmy to, egzemplarz okazowy – wyjaśnił mężczyzna.

Delikatnie prążkowana stal, mosiężna garda i rękojeść z orzechowego drewna. Broń świetnie leżała w dłoni.

– Damast, sto dwadzieścia osiem warstw – wyjaśnił. – Sprzedajemy po trzysta złotych.

– Można u was coś zamówić?

– Po to jesteśmy. – Zatarł dłonie.

– Na przykład komplet noży kuchennych z takiej stali? – Zmrużyła oczy. – Ile czasu zajęłoby wykonanie?

– Kuchennych? – Zdumiał się. – W sumie, czemu nie, zlecenie to zlecenie… Na przyszłą sobotę byłyby do odebrania.

– W takim razie proszę wyznaczyć cenę, zostawię zadatek i za tydzień wpadnę po odbiór.


* * *

– Czym mogę służyć? – Kierowniczka biura opieki społecznej miała na twarzy paskudny, lizusowaty uśmieszek.

– W waszej ewidencji figuruje czterech mieszkańców byłego PGR Kruszewice. – Katarzyna przez chwilę podziwiała bogatą kolekcję złotych pierścionków zdobiących tłuste paluchy babsztyla.

– Figuruje.

Pomoc społeczna przyznawana jest przynajmniej częściowo wedle uznania takich drobnych pluskiewek. Jeśli petentów odpowiednio się „opodatkuje", można wyjść na swoje…

– Proszę zdjąć ich z ewidencji. Wszystkich.

– A co, nie żyją? – Urzędniczka popatrzyła na nią kompletnie zdumiona.

– Żyją, ale dostali właśnie robotę, więc żadna pomoc im już nie przysługuje.



16 из 215