
– O, kuźwa – zaklął sołtys, żegnając się odruchowo. – A cóż to takiego?
Obok zagadkowej budowli do płotu przywiązano konia. Lodowaty dreszcz przebiegł staremu po plecach. Stąd, z dołu, wyraźnie widział trzy postaci. Stały przy płocie i rozglądały się po okolicy.
– Cóż za paskudne miejsce – mruknęła Stanisława, patrząc ze stoku na skupisko baraków. – Nawet czworaki wyglądały dużo estetyczniej. To nic, wyburzy się, dynamitu dość – stwierdziła pogodnie.
– Mamy koniec czerwca – zauważyła jej kuzynka. – Pola nieobsiane. W tym roku nie wydusimy z tej ziemi ani złotówki.
– Wydusimy – uspokoiła ją.
W krzakach majaczyły jakieś ruiny. Stara studnia z kamienną cembrowiną pełna była chłodnej wody. Nowiutki baraczek wyglądał tu dziwnie nie na miejscu, jakby spadł z kosmosu. Monika wyjęła z teczki przedwojenną fotografię i przez chwilę porównywała oba obrazy, ten sprzed siedemdziesięciu lat i obecny.
– Do licha! – Pokręciła głową z niedowierzaniem. – Totalna dewastacja… Jak my to odbudujemy? Tu nie ma nawet prądu…
Rząd słupów wysokiego napięcia przecinał wprawdzie wieś, ale kabel dawno został ukradziony i przepity.
– Damy radę – stwierdziła Stanisława.
– Jeśli poważnie myślisz o odbudowie dworu, trzeba poszukać dobrej brygady budowlańców – zauważyła Katarzyna. – Albo cieśli, na przykład tych Czeczeńców, którzy nam postawili domek. Alchemikowi zrobili strych, znają się na ciesiołce.
– Nie. – Stasia pokręciła głową. – Możemy ich zatrudnić przy robotach pomocniczych, ale do budowy dworu potrzeba prawdziwego fachowca. Jest cech specjalnie szkolonych ludzi. A właściwie był. – Zasępiła się.
– Cech budowniczych dworów? – zdumiała się jej kuzynka.
– Nie tylko dworów. Stawiali zamki, pałace i katedry. Oczywiście nie wszystkie, tylko niektóre. Ich usługi były droższe niż zwykłych murarzy.
