
– Nigdy nie słyszałam o czymś takim.
– To dlatego, że ten cech był ściśle tajny – powiedziała Monika. – Niewielu wiedziało o jego istnieniu, nikt nie znał ich sekretów. Zwykli architekci mieli swoje tajemnice, każdy z nich był zaprzysiężony. Podobnie murarze i cieśle. Ale umiejętności, choć doskonalone przez dziesięciolecia, opierały się głównie na tym, co zdołali rozszyfrować i skopiować z metod prawdziwych ekspertów. To była bardzo stara organizacja, wywodziła się od Hirama, budowniczego świątyni króla Salomona…
– Tak jak masoni? – Agentka wreszcie znalazła jakiś punkt zaczepienia.
– Owszem, tylko że masoni udają – mruknęła alchemiczka, patrząc na księżniczkę spod oka.
Dopiero po chwili przypomniała sobie, że to złotowłose, piętnastoletnie cielątko jest trzy razy starsze od niej. I znacznie lepiej urodzone.
– Od bardzo dawna nie stawia się u nas dworów, o zamkach nie wspominając – zauważyła Katarzyna. -Sądzisz, że ten cech jeszcze istnieje? I jak niby mamy ich odnaleźć, jeśli to takie ściśle tajne?
– Mam jeden adres kontaktowy. Sprzed siedemdziesięciu lat, ale kto wie, może jeszcze aktualny.
– Zwariowałaś.
– Wiem, mistrz Michał niejeden raz mi to powtarzał – zakpiła łagodnie. – A na razie trzeba zobaczyć, czym dysponujemy, na jaką pomoc możemy liczyć tu, na miejscu.
Osiodłała klacz Moniki i zjechała w dolinę. Sołtys, widząc, że kobieta kieruje się w jego stronę, zaklął. Przez chwilę rozważał, czy nie ukryć się w domu, ale się nie zdecydował. Czuł, że wyłamałaby drzwi i wyciągnęła go siłą spod łóżka… Zatrzymała się w miejscu, gdzie resztki palików wyznaczały linię nieistniejącego od lat płotu.
Nie była wysoka, jednak siedząc na koniu, górowała nad chłopem. Chłodne, niebieskie oczy patrzyły ostro i przenikliwie. Zdjął czapkę i stanął na baczność, skarcił się w myślach, dał sobie „spocznij", ale spostrzegł, że jego ciało znowu pręży się jak struna.
