
– Jeszcze kilka centymetrów.
Ręką wykonałam kilka ruchów przypominających głaskanie kota. Powoli. Bez pośpiechu.
Mężczyzna skinął głową i wsunął łopatę w ziemię, mrucząc przy tym jak Monica Seles przy pierwszym serwisie.
– Par pouces! – krzyknęłam, łapiąc za łopatę.
Kilka centymetrów! Powtórzyłam ruch łopatą, który pokazywałam cały ranek.
– Chcemy wykopywać ziemię cienkimi warstwami.
Powtórzyłam to wolno, po francusku.
On najwyraźniej nie pochwalał mojego sentymentu. Może czynność wydawała mu się nudna, może myślał o wykopywaniu zmarłych. Chciał zrobić swoje i sobie pójść.
– Guy, proszę, spróbuj jeszcze raz – powiedział jakiś mężczyzna stający za mną.
– Dobrze, ojcze – wymamrotał kopiący.
Potrząsając głową zaczął od początku, nabierając ziemię tak, jak mu pokazałam, i rzucając ją na siatkę. Spojrzałam na wykop mając nadzieję, że zobaczę coś, co będzie oznaczało, że za chwilę znajdziemy trumnę.
Rozpoczęliśmy kilka godzin temu i wyraźnie wyczuwałam napięcie. Zakonnice coraz częściej przestępowały z nogi na nogę. Odwróciłam się, by spojrzeć na nie i, jak mi się wydawało, tym samym dodać im otuchy. Moje usta były zbyt sztywne, by cokolwiek powiedzieć.
Sześć ściągniętych z zimna i niepokoju twarzy zwróciło się w moją stronę. Przed każdą z nich pojawił się i natychmiast znikał mały obłoczek pary. Sześć uśmiechów popłynęło w moją stronę. Czułam, że modlą się żarliwie.
Półtorej godziny później byliśmy ponad metr głębiej. Podobnie jak w pierwszym przypadku, nie znaleźliśmy nic prócz ziemi. Byłam pewna, że mam odmrożone palce u nóg, a Guy miał ochotę skorzystać z koparki. Czas się przegrupować.
– Ojcze, chyba będziemy musieli jeszcze raz sprawdzić księgi pogrzebów.
Zawahał się, a potem powiedział:
– Tak. Oczywiście. Oczywiście. Przydałyby się też kawa i kanapki.
Ksiądz ruszył w kierunku drewnianych drzwi, które znajdowały się po drugiej stronie opuszczonego kościoła, a za nim szły zakonnice, ze zwieszonymi głowami, ostrożnie stąpając po nierównym gruncie. Ich białe welony odznaczały się identycznie na czarnych, wełnianych płaszczach. Pingwiny. Kto tak powiedział? The Blues Brothers.
