– To “gówno” mogłoby się przydać przy ustalaniu kolejności wypadków – odparłam głosem tak zimnym jak sople za nami. – Albo pozycji ciała.

Przybrał surowy wyraz twarzy.

– Tam mogą być jeszcze punkty zapalne, proszę pani. Nie chciałaby pani, by jeden z nich wybuchnął pani prosto w twarz, prawda?

Musiałam przyznać mu rację.

– A jemu i tak już wszystko jedno – dodał.

Czułam, jak mi coś zaczyna pulsować w mojej ślicznej główce.

– Jeżeli ofiara jest tak poparzona, jak pan sugeruje, to możliwe że pańscy koledzy właśnie niszczą główne części ciała.

Zacisnął szczęki i poszukał poparcia u LaManche'a. Ten nic nie odpowiedział.

– Szef i tak was tam nie wpuści.

– Muszę tam wejść, by zabezpieczyć to, co tam zostało. Zwłaszcza zęby. – Pomyślałam o chłopcach. Miałam nadzieję, że znajdę zęby. I wszystkie należące do dorosłych. – Jeżeli jeszcze jakieś zostały.

Strażak zmierzył mnie od stóp do głów, oceniając moje sto sześćdziesiąt pięć centymetrów i sześćdziesiąt kilogramów. Chociaż kilkuwarstwowe ubranie szczelnie skrywało moje kształty, a hełm przykrywał moje długie włosy, zobaczył wystarczająco dużo, by przekonać się, że nie tu było moje miejsce.

– Ona tam chyba nie wejdzie…? – Szukał w LaManche'u sprzymierzeńca.

– Doktor Brennan po to tu jest

– Estidecolistabernac!

Tym razem nie potrzebowałam tłumaczenia. Strażak macho sądził, że ta praca wymagała faceta z jajami.

– Punkty zapalne to nie problem – stwierdziłam patrząc mu prosto w oczy. – Ja właściwie wolę pracować w płomieniach. Jest mi wtedy cieplej.

Bez słowa chwycił się drabiny i zjechał na dół, nawet nie dotykając stopami szczebli. Świetnie. Umie też robić sztuczki. Mogłam sobie wyobrazić, co mówił swojemu szefowi.

– Tacy są ochotnicy – LaManche prawie się uśmiechnął. – Muszę skończyć tu na górze, ale zaraz do ciebie dołączę.

Patrzyłam, jak idzie do drzwi, pochylając swoją wielką sylwetkę w skupieniu. Chwilę później na drabinie pojawił się dowódca. To był ten sam mężczyzna, który skierował nas na górę.



27 из 341