
– Czyżby starsza pani?
– Z kulką w głowie.
– Serio?
– Serio.
– Ktoś ją stuknął i podpalił dom?
– Albo babcia rozpaliła grilla i pociągnęła za spust. Ale, w takim razie, gdzie jest broń?
Kiedy poszli sobie, sprawdziłam, czy nie nadeszło nic do skonsultowania.
Było. Do miasta Quebec dotarł słój z prochami starszego człowieka, który umarł na Jamajce. Rodzina oskarżała krematorium o oszustwo i zawiozła prochy do Biura Koronera. Chciał poznać moją opinię.
W wąwozie niedaleko cmentarza Cóte des Neiges znaleziono czaszkę. Była sucha i jasna, prawdopodobnie pochodziła ze starego grobu. Koroner chciał się upewnić.
Pelletier chciał, bym rzuciła okiem na niemowlę i stwierdziła, czy istnieją dowody na to, że było głodzone. To wymagało użycia mikroskopu. Cienkie odcinki kości należało rozkruszyć, nasycić substancją ułatwiającą obserwację pod mikroskopem i umieścić na slajdach, abym mogła je obejrzeć w powiększeniu. Kości niemowląt ulegają zmianom, więc należało szukać rzadko spotykanej porowatości i niezwykłych zmian w mikroanatomii.
Do laboratorium histologii wysłano próbki. Obejrzałam też zdjęcia rentgenowskie i szkielet, ale było jeszcze za wcześnie na usunięcie ciała, które uległo rozkładowi. Kości dziecka są zbyt delikatne, by można zaryzykować wygotowanie.
A więc nic pilnego. Mogłam otworzyć trumnę Elisabeth Nicolet.
Zjadłam kanapkę z lodówki i jogurt w kafeterii i ruszyłam do kostnicy. Poprosiłam o przeniesienie szczątków do trójki i poszłam się przebrać.
Wydawało mi się, że trumna była większa, w rzeczywistości miała mniej niż metr długości. Lewa strona zgniła i wieko się zapadło. Usunęłam luźną ziemię i zrobiłam zdjęcia.
– Potrzebujesz łomika? – Lisa stała w drzwiach.
To nie była sprawa LMS, więc miałam pracować sama, ale wiele osób chciało mi pomóc. Najwyraźniej Elisabeth fascynowała nie tylko mnie.
– Wchodź.
