Zdjęcie wieka nie zajęło nam nawet minuty. Drewno było miękkie i kruche, gwoździe łatwo puściły. Wygarnęłam ze środka ziemię, aby odsłonić wyłożone ołowiem wnętrze zawierające drugą drewnianą trumnę.

– One wszystkie są takie małe? – zapytała Lisa.

– To nie jest oryginalna trumna. Elisabeth Nicolet była ekshumowana i ponownie pochowana mniej więcej na przełomie wieków, więc potrzebowali jedynie trochę miejsca na jej kości.

– Myślisz, że to ona?

Zmroziłam ją wzrokiem. Wychodząc dodała:

– Daj mi znać, jeżeli będziesz czegoś potrzebować.

Dalej wygarniałam ziemię, aż doszłam do pokrywy wewnętrznej trumny. Nie było na niej tabliczki, ale była bardziej ozdobna niż zewnętrzna, z kunsztownie rzeźbionym brzegiem, równoległym do sześciokątnego zewnętrznego brzegu. Podobnie jak ta wierzchnia, trumna wewnętrzna była z jednej strony zapadnięta i pełna ziemi.

Po dwudziestu minutach powróciła Lisa.

– Jestem przez chwilę wolna, jeżeli potrzebowałabyś zdjęć rentgenowskich.

– Niemożliwe z powodu ołowiu – odparłam. – Ale możemy już otworzyć część wewnętrzną.

– Nie ma sprawy.

I tutaj drewno było miękkie, i gwoździe wyszły z niego z łatwością.

Znowu ziemia. Wyjęłam tylko dwie garście, kiedy zauważyłam czaszkę. Jest! Ktoś tu jest!

Powoli wyłaniał się cały szkielet. Kości nie były ułożone anatomicznie, ale leżały równolegle, jakby je ktoś przed włożeniem do środka związał. To ułożenie przypomniało mi odkrycia archeologiczne na początku mojej pracy. W czasach przed Kolumbem pewne grupy tubylców wystawiały zmarłych na platformach, aż zostawały czyste kości, a wtedy je zakopywali. Tak zakopano Elisabeth.

Uwielbiałam archeologię. Nadal uwielbiam. Żałowałam, że tak mało się nią zajmuję, ale w ciągu ostatnich dziesięciu lat moja kariera poszła w innym kierunku. Praca na uniwersytecie i antropologia sądowa wypełniały cały mój czas. Dzięki Elisabeth Nicolet mogłam na krótko wrócić do moich korzeni i zajmowałam się tym przypadkiem z wielką przyjemnością.



52 из 341