
Chyba ją przekonałam.
– Doktor Jeannotte dla wielu z nas jest czymś więcej niż tylko nauczycielem.
– Co skłoniło panią do wyboru nauk religijnych jako specjalizacji?
Przez chwilę nie odpowiedziała. Kiedy pomyślałam, że nie usłyszę odpowiedzi, powiedziała wolno:
– Spotkałam doktor Jeannotte, kiedy zapisałam się na seminarium. Ona… – Znowu długa przerwa. Światło padające z okna sprawiało, ze nie mogłam widzieć wyrazu jej twarzy. -…zainspirowała mnie.
– W jaki sposób?
Kolejna przerwa.
– Sprawiła, że chciałam robić wszystko dobrze. Nauczyć się, jak robić wszystko dobrze.
Nie wiedziałam, co powiedzieć, ale tym razem nie musiałam jej zachęcać, by mówiła.
– Zdałam sobie sprawę, że napisano już wiele odpowiedzi. Musimy się tylko nauczyć je znajdować. – Wzięła głęboki oddech, wypuściła powietrze.
– To jest naprawdę trudne, ale zrozumiałam, jaki bałagan robią ludzie na świecie i że tylko kilku oświeconych…
Lekko się obróciła i znowu widziałam jej twarz. Oczy otworzyła szeroko, a usta zacisnęła.
– Doktor Jeannotte. My tylko rozmawiałyśmy.
W drzwiach stała kobieta. Nie miała więcej jak metr pięćdziesiąt wzrostu. Ciemne włosy ściągnięte do tyłu i związane. Jej cera przybrała kolor skorupki jajka, dokładnie takiego, jak kolor ściany z tyłu.
– Wcześniej byłam na ksero. Nie było mnie tylko kilka sekund.
Kobieta się nawet nie poruszyła.
– Nie zostawiłam tej pani tu samej. Nie zrobiłabym tego. – Studentka zgryzła wargę i spuściła wzrok.
Daisy Jeannotte nie drgnęła.
– Pani doktor, ta pani chce zadać kilka pytań, więc wydawało mi się, że nic się nie stanie, jeżeli zaczeka. Zajmuje się badaniami medycznymi. – Głos jej prawie drżał.
Jeannotte nie spojrzała w moim kierunku. Nie miałam pojęcia, co się dzieje.
– Ja… ja układam czasopisma. My tylko rozmawiałyśmy. – Nad jej górną wargą pojawiły się kropelki potu.
