– Lauren, Karen?

– Wejdź, mamo.

Otworzyła drzwi do ich pokoju i zobaczyła je wśród stert zeszytów i podręczników.

– Mamo, czy ty też musiałaś odrabiać w domu lekcje, kiedy byłaś w szkole średniej?

Uśmiechnęła się.

– Oczywiście. Dlaczego?

– Kiedy byłaś w ostatniej klasie, jak my.

– Tak, oczywiście.

– To nie jest w porządku. W przyszłym roku idziemy do college'u i nie rozumiem, dlaczego wciąż musimy zawracać sobie głowę tymi głupimi zadaniami. Ta matematyka. Czuję się, jakbym rozwiązywała te zadania codziennie od urodzenia.

Karen zaczęła chichotać i zanim matka zdołała odpowiedzieć, wtrąciła:

– Jeśli jesteś taka dobra, Lauren, powinnaś chyba dostać więcej niż dobry z minusem.

– To tylko oceny. One nie są tak ważne jak słowa. A co ty dostałaś z ostatniego testu z angielskiego?

– Jesteś niesprawiedliwa. Dotyczył Bleak House, a dobrze wiesz, że nie skończyłam go czytać, bo zabrałaś mój egzemplarz.

Lauren chwyciła Jasiek i rzuciła nim w siostrę, która roześmiała się i cisnęła go z powrotem. Oba rzuty były niecelne. Megan uniosła rękę w górę.

– Spokój! – zawołała.

Bliźniaczki obróciły się do niej, a ona jak zwykle oniemiała na widok identycznych oczu, włosów, identycznego sposobu, w jaki na nią patrzyły. To chyba czary, pomyślała. Tak dokładnie wiedzą, co druga z nich czuje, co myśli, jak jej pomóc w razie potrzeby. One nigdy nie są samotne.

– Słuchajcie – zaczęła Megan. – Czy któraś z was rozmawiała dzisiaj z dziadkiem? Odebrał Tommy'ego ze szkoły i dotąd nie wrócili. Może zostawił wam wiadomość, że będą później?

Próbowała nie okazywać niepokoju.

– Nie – odpowiedziała Karen. Urodziła się najpierw, dziewięćdziesiąt sekund przed Lauren i zawsze pierwsza odpowiadała na pytania. – Denerwujesz się?



16 из 337