– Teraz zdajecie sobie sprawę, jak dużo pracy będziecie mieli przy odbudowie… – odezwała się, ale ku jej radości zignorowali to, widząc jedynie ostatnie wyblakłe barwy jesiennych liści, nie zaś nieuchronną szarostalową zapowiedź zimy. Ożywili się od razu. – Tu zbudujemy cieplarnię, a tam na tyłach duży taras. Z salonem też nie będzie kłopotów, z pewnością da się wyburzyć ten mur…

Kiedy podpisywali w jej biurze kontrakt, cały czas rozprawiali o planach domu. Chowając czeki włączyła się do rozmowy – podpowiadała im nazwiska architektów, przedsiębiorców budowlanych, dekoratorów wnętrz. Była pewna, że kontrakt będzie udany i że Wrightowie zrobią z rudery cacko. Mają pieniądze, dobry gust, żadnych dzieci (za to psa – irlandzkiego wilczarza), duże dochody i sporo wolnego czasu.

Tego poranka jej przekonanie zostało wynagrodzone w postaci podpisanego kontraktu.

– Świetnie – powiedziała głośno do siebie, podjeżdżając pod dom – jeszcze nie jest z tobą tak źle.

Megan zauważyła czerwony sportowy samochód bliźniaczek, zaparkowany – jak zwykle – niemal w poprzek podjazdu przed frontem domu. Widać wróciły już ze szkoły ł pewnie przypięły się do telefonu – Lauren do głównego, a Karen w sąsiednim pokoju, usadowiwszy się przy wejściu, tak by zachować kontakt wzrokowy – trajkocąc w młodzieżowym slangu. Miały swoją własną linię – to niewielkie ustępstwo wobec nastolatek było dość niską ceną za spokój, oszczędzało odbierania telefonów co pięć minut.

Uśmiechnęła się i zerknęła na zegarek. Duncan wróci z banku dopiero za godzinę. O ile oczywiście nie będzie miał dodatkowej pracy. Zanotowała w pamięci, że musi porozmawiać z nim o jego nadgodzinach i braku czasu, zwłaszcza dla Tommy'ego. Dziewczęta mają już swój własny świat, a ponieważ nie ma w nim na szczęście picia, nieciekawych chłopaków i narkotyków, wszystko zatem jest w porządku. Zresztą, kiedy chcą porozmawiać z Duncanem, zawsze wiedzą, jak go znaleźć. Przez chwilę zadumała się nad tym szczególnym porozumieniem, jakie łączy ojców i córki. Zauważyła to, kiedy bliźniaczki były jeszcze małymi szkrabami i cała trójka kotłowała się na podłodze, bawiąc się w łaskotki. Tak samo było z jej ojcem. Całkiem inaczej jest między ojcami i synami. Oni przez całe życie ścierają się i rywalizują, na przemian tracąc i zdobywając przewagę, tocząc odwieczną, pierwotną walkę. A przynajmniej tak być powinno.



2 из 337