Jej matka była tancerką. Często przyglądała się jej skokom i piruetom w sali prób. Była zawsze taka silna. Olivia poczuła nagle przypływ złości. Dlaczego matka nie próbowała walczyć?! Dlaczego pozwoliła, aby choroba pozbawiła ją życia? Pamiętała do dzisiaj, w jakim szoku była matka, jak szybko rak odbierał jej siły, jak stawała się coraz mniejsza, wręcz żałosna. Olivia nienawidziła tego wspomnienia. Nienawidziła ostatecznej klęski, tego mamrotania i bredzenia lekarzy. Nienawidziła bezsilności ojca.

Zastanowiła się, co ona wtedy robiła. Przypuszczalnie tkwiła w zatęchłej norze w apartamencie z widokiem na Washington Square, studiowała podręczniki prawa, przygotowywała się do odparcia kolejnego oskarżenia w jakiejś beznadziejnej, z góry przegranej sprawie. Mój ojciec, pomyślała, z tą swoją łagodną uprzejmością, zawsze walczył z wiatrakami. Jeśli sam nie znalazł kogoś podobnego do siebie, ktoś taki zawsze znajdował jego.

W dziwaczny sposób nienawidziła go i kochała zarazem. Zdawała sobie sprawę, jak wiele ją nauczył, jaki wywarło na nią wpływ jego zaangażowanie się w prowadzone sprawy. Uczył ją, że przejście przez życie bez pasji i ideałów oznaczałoby zimną, jałową egzystencję. Wskazywał, że działanie, obowiązek społeczny i protest stanowiły fundament inteligencji. W ich mieszkaniu w Village często rozbrzmiewały pieśni któregoś z ruchów społecznych. Teraz wydawało się jej, że ojciec zawsze budził ją w środku nocy i prowadził z jej pokoju na leżankę stojącą w rogu sypialni rodziców, żeby zrobić miejsce dla kolejnego ważnego gościa, przeważnie z brodą i gitarą, który miał przespać się w jej łóżku. Moje pierwsze poświecenia w imię walki.

Gdy była w trzeciej klasie, kiedy inni streszczali Kłamstwo Charlotty lub Wiatr w wierzbach, ona opowiadała o Joe Hillu i Wobbliesach.



28 из 337