
– Przepraszam – powiedziała tonem dobrze wychowanego dziecka. Cofnął się z lekkim ukłonem przesadnej uprzejmości, a dziewczynka roześmiała się do niego. Czuł się jakby stał na brzegu oceanu, otoczony kipielą i kłębowiskiem fal.
Pomachał w kierunku kilku znajomych twarzy, uśmiechnął się do innych w nadziei, że ubędzie mu nieco z jego wzrostu, wieku i powagi, że lepiej wtopi się w jaskrawe kolory i światła szkolnego korytarza. Dotarł do klasy Tommy'ego i zaczął przedzierać się do drzwi przez grupkę dzieci. Na drzwiach widniał wielki, różnokolorowy balon i tabliczka z napisem Klasa Specjalna A.
Kiedy sięgał do klamki, myśląc, jak bardzo lubi odbierać wnuka ze szkoły i jak młodo się wtedy czuje, drzwi otworzyły się gwałtownie. Wyjrzała zza nich kasztanowata czupryna, czoło i wreszcie para niebieskich oczu.
Przez moment patrzył w te oczy, takie same jak jego zmarłej żony. Te niebieskie oczy odziedziczyła ich córka i wnuk.
– Cześć, dziadku. Wiedziałem, że to ty.
– Cześć, Tommy, ja też wiedziałem, że to ty.
– Już jestem prawie gotowy. Mogę tylko skończyć rysunek?
– Jeśli masz chęć.
– A pójdziesz ze mną popatrzeć?
– Oczywiście.
Sędzia poczuł, jak wnuk bierze go za rękę, i pomyślał, jak bardzo zdecydowany jest uścisk dziecka. Tak jak przywiązanie do życia, pomyślał. To dorośli mniej je cenią. Pozwolił zaprowadzić się do klasy. Skinął nauczycielce Tommy'ego, która uśmiechnęła się w odpowiedzi.
– Chce skończyć rysunek – powiedział sędzia Pearson.
– Dobrze. Może pan poczekać?
– Oczywiście.
Poczuł, że rękę ma wolną – wnuk wślizgiwał się na krzesło przy długim stole. Kilkoro innych dzieci też kończyło rysunki. Wszystkie były bardzo zaaferowane swoją pracą. Stał i patrzył, jak Tommy rysuje coś czerwoną kredką.
– Co to takiego?
– Palące się liście. A pożar rozszerza się na cały las.
