– A może ciężar okazał się zbyt wielki dla młodego człowieka? – podsunął pastor i przelotnym spojrzeniem obrzucił kobietę, którą wciąż musiał uważać za małżonkę Pedera Johansena.

Znał krążące o niej historie. Wszyscy w dystrykcie znali opowieści o Rozie Samuelsdatter, zwanej również Rallar – Rozą. Jako człowiek i mężczyzna potrafił być może zrozumieć, że młody chłopak pożałował związku z nią do tego stopnia, iż podjął ów drastyczny krok, jakim było zniknięcie.

– Peder nie był z tych! – upierał się Mattias.

– Nie mam żadnego dowodu, który świadczyłby o tym, że Peder Johansen nie żyje – oświadczył ciężko pastor. – Nie mam żadnych dokumentów, które wskazywałyby, że małżeństwo pomiędzy Pederem Johansenem a Rozą Samuelsdatter przestało istnieć.

Żadna ze stron nigdy nie wnosiła o unieważnienie małżeństwa. Peder Johansen nie został uznany za zmarłego. Nie mogę i nie chcę udzielić wam ślubu, dopóki Roza przed Bogiem i przed ludźmi pozostaje żoną innego mężczyzny, i najgoręcej zaklinam was, abyście nie wstępowali w żaden bliższy związek. Oboje popełnicie wielki grzech, zarówno wobec siebie, jak i wobec Boga.

I Mattias, i Roza usłyszeli to, czego pastor nie wymówił na głos. Znaczenie niewypowiedzianych słów było aż nadto wyraźne.

Mattias skrywał uczucia, miał w tym wprawę. Prędko wstał i uprzejmie się pożegnał. Pilnował się jednocześnie, żeby nie dotykać Rozy, gdy wychodzili z gabinetu pastora. Ona sztywno dygnęła, a w oczach miała jakby woal, przypominający mgłę, która jesienią zawisa nad bagniskami. Mattias cieszył się, że nic nie powiedziała.

Długo milczeli. W milczeniu wsiedli do łodzi. Milczeli, gdy podnosił żagiel. W milczeniu wypłynęli daleko na fiord. Nie było nic do powiedzenia.

Wiem, jak umarł Peder. Widziałam jego martwe, podziurawione, okaleczone ciało. Widziałam płaczącą nad nim Fionę. Obejmowała go, to ona była wdową po nim. Obmywałam zwłoki, szykowałam je do trumny, zmywałam zakrzepłą krew ze skóry, która przybrała już białą barwę śmierci. Przeczesywałam palcami ciemnoblond włosy. Koniuszkami palców dotykałam rysów jego twarzy i w tym momencie przypomniało mi się, jak bliscy sobie kiedyś byliśmy.



2 из 138