– Jeżeli dobrze pójdzie, wydostaniemy się jutro, jeżeli gorzej - za dwa dni - oświadczył Cybernetyk, pijąc trzeci kubek kawy z termosu. Wszyscy bardzo dużo pili.

– Skąd wiesz? - zdziwił się Inżynier.

– Tak jakoś czuję.

– On ma intuicję, której pozbawione są jego automaty - zaśmiał się Doktor. W miarę jak upływał dzień, był w coraz lepszym humorze. Kiedy inni luzowali go w przodzie wykopu, wbiegał do pomieszczeń statku i w ten sposób wzbogacił załogę o dwie latarki magnetoelektryczne, maszynkę do strzyżenia włosów, witaminizowaną czekoladę i cały stos ręczników. Wszyscy byli umazani gliną, kombinezony mieli całe w plamach i zaciekach, oczywiście nie golili się też z braku elektryczności, a maszynką do strzyżenia, którą przyniósł Doktor, wzgardzili. On sam też jej zresztą nie używał.

Cały następny dzień upłynął na kopaniu tunelu, nawigatornia wypełniła się ziemią tak wysoko, że coraz trudniej było już wysypywać ją przez drzwi. Przyszła kolej na bibliotekę. Doktor miał w tym przedmiocie pewne wątpliwości, ale Chemik, z którym dźwigał sporządzone z płata blachy nosiłki, bez wahania wysypał zwał margla na książki.

Tunel otwarł się zupełnie niespodziewanie. Grunt stawał się wprawdzie od pewnego czasu suchszy i jak gdyby mniej zbity, ale tej obserwacji Fizyka nie potwierdzili inni. Wynoszony do wnętrza rakiety margiel wydawał im się wciąż taki sam. Zmiana w przodku, Inżynier i Koordynator, przejęła właśnie narzędzia, rozgrzane od uchwytu rąk, i zadała pierwsze ciosy bryłom wystającym z nieforemnej ściany, gdy jedna znikła nagle, a przez powstały otwór wpłynął lekki podmuch powietrza. Dał się odczuć jego łagodny ciąg - ciśnienie na zewnątrz było nieco wyższe niż w tunelu, a tym samym i w rakiecie. Kopaczka i stalowy drąg zaczęły pracować gorączkowo, ziemi nikt już nie wynosił, reszta załogi, nie mogąc pomagać tym w przodku, bo było na to zbyt mało miejsca, stała zbitą grupką z tyłu. Po kilku ostatnich ciosach Inżynier chciał wyleźć na zewnątrz, ale Koordynator zatrzymał go. Chciał pierwej poszerzyć wyjście. Zarządził też wyniesienie ostatniej porcji ziemi do rakiety, żeby nic nie stało na drodze w tunelu, upłynęło więc jeszcze kilkanaście minut, zanim sześciu ludzi wyczołgało się z nieregularnego otworu na powierzchnię planety.



17 из 254