– Czy tu w ogóle ktoś kiedyś był?

– Tak, dziesięć albo jedenaście lat temu sonda kosmiczna z patrolu poszukiwań, wtedy jak zaginął Altair ze swoim statkiem. Pamiętacie?

– Ale z ludzi nikt?

– Nie, nikt.

Klapa wewnętrzna śluzy znajdowała się skośnie ponad ich głowami. Dziwne pierwsze wrażenie, spowodowane tym, że po znanych pomieszczeniach szło się w całkiem nowej konfiguracji - ściany były teraz podłogami, a stropy ścianami - powoli mijało.

– Tu rzeczywiście nie obejdzie się bez żywej drabiny - orzekł Koordynator. Oświetlił dokładnie klapę latarką Doktora. Plama światła obeszła ją dookoła. Klapa przylegała hermetycznie.

– Wygląda nieźle - powiedział Cybernetyk. Stał z zadartą głową.

– Owszem - zgodził się Inżynier. Pomyślał, że potworna siła, która sprasowała nośne dźwigary tak, że prysła wpasowana między nie główna tablica rozrządcza, mogła zaklinować także klapę, ale zachował tę myśl dla siebie. Koordynator rzucił okiem na Cybernetyka i już chciał mu powiedzieć, żeby pochylił grzbiet i ustawił się pod ścianą, gdy przypomniał sobie poskręcane żelastwo, które ujrzeli w pomieszczeniu automatów, i poprosił Chemika.

– Stań w rozkroku, ręce na kolana, tak będzie ci lepiej.

– Moim marzeniem było występować w cyrku. Zawsze! - zapewnił go Chemik i pochylił się. Koordynator postawił mu stopę na ramieniu, wspiął się, uniósł i, przywierając do ściany, czubkami palców dosięgną! maczugowato zgrubiałej u końca, niklowej dźwigni.

Pociągnął, potem szarpnął, nareszcie zawisł na niej. Wtedy poddała się z chrzęstem, jakby zamkowy mechanizm pełen był miałkiego szkła. Zrobiła ćwierć obrotu i stanęła.

– Czy ciągniesz w dobrą stronę? - spytał Doktor, który świecił z dołu latarką. - Rakieta leży.

– Uwzględniłem to.

– Nie możesz już mocniej?

Koordynator nie odpowiedział. Wisiał na płask przy ścianie, uczepiony jedną ręką dźwigni. Powoli spróbował dołączyć drugą rękę. Było to bardzo trudne, ale w końcu mu się udało. Wisząc teraz jak na trapezie, podkurczył nogi, aby nie kopnąć skulonego pod nim Chemika, i targnął kilka razy, unosząc się na ramionach i opuszczając, całym ciężarem ciała, aż stęknął, uderzając z rozmachu torsem o ścianę.



5 из 254