
– No, panie i panowie, nie ma powodów do paniki, wstawajcie szybko!
– Lepiej sprawdź, czy maszyna jest szczelna! – zawołał Charles. Opanował już przerażenie, wynikłe raczej z nagłego obrotu wydarzeń, niż z rzeczywistej groźby. Myślał podobnie jak Nilpach, ale helikoptera nie można było porównać do stabilnego “Oceanu II”.
Kolejny dźwięk, na który tym razem nie zwrócono uwagi. Szarpnięcie było prawie niewyczuwalne.
– Kabina jest szczelna – zameldował Karl. – Nie ma spadku ciśnienia.
– A widzicie! – triumfował Chris.
– A ty, kierowniku wyprawy, nie gadaj tyle! – Gela Nylf filuternie pogroziła Ennilowi palcem. – Powinniśmy raczej ustalić, kto jest naszym gospodarzem, a do tego ty się nadajesz najlepiej. Wtedy będzie nam łatwiej odgadnąć jego dalsze zamiary.
– Czy… czy ktoś jest ranny? – spytała lekarka, Carol Mieh. Nie doszła jeszcze całkowicie do siebie, a teraz siedziała na ławce wodząc po nich oczyma.
Chris nacisnął kilka przycisków. Potem ujął mikrofon i zawołał:
– Centrala, halo, centrala, tu “Orzeł”. Słyszysz mnie?
Widoczna w oscylografie linia drgnęła.
Karl zaśmiał się radośnie.
– No, proszę! Wszystko w porządku. Niech Tocs podejdzie – zażądał Chris. Podłączył dodatkowo głośnik pokładowy. Wkrótce w kabinie rozległ się przytłumiony głos:
– Tu dowódca Tocs. Cieszę się, że was słyszę! – Tocs nie mógł jeszcze złapać tchu.
Karl zwiększył maksymalnie siłę głosu. – Nieźle ekranuje to bydlę – narzekał cicho.
Charles balansował po przechylonej podłodze kabiny. Chris podał mu mikrofon.
– Robert, będę się streszczał – powiedział Ennil. – Chodzi o oszczędność energii. Chciałbym, żebyś dał mi nieograniczone pełnomocnictwo w podejmowaniu decyzji. Wydaje mi się, że śruba zakleszczyła się w gardzieli. Trzeba będzie użyć siły, żeby wyjść na wolność. Czy wiecie, jakie to zwierzę?
