Dziewczyna zawahała się przez moment, potem zaczęła wyliczać:

– Wysiąść, wyrąbać sobie wolną drogę, odczekać, zamocować w kabinie porządne uchwyty, które pomogłyby nam znieść upadek z dużej wysokości.

– A ty, Chris?

– Ja… chwileczkę… – Chris nie bardzo wiedział, o co chodzi. Właśnie pytał o coś Carol.

– Carol?

– Właściwie jestem tego samego zdania co Gela. Wydaje mi się, że moglibyśmy zupełnie dobrze znieść upadek z dużej wysokości, jeżeli zastosujemy się co propozycji Geli. Poza tym odchody prawdopodobnie zamortyzują wstrząs. – Nie zwracając uwagi na wykrzywione grymasem wstrętu twarze towarzyszy, dodała rzeczowo: – To łagodzi upadek. – Tu uśmiechnęła się po raz pierwszy od momentu katastrofy.

– Karl, ile żywności mamy na pokładzie? – zapytał Chris.

– No cóż, lot miał potrwać siedem dni. Prowiantu starczy na dziesięć – odparł Nilpach. – To samo jest z tlenem.

– A co ty o tym sądzisz? – zapytał Ennil trochę gniewnie, bo pytanie Chrisa przerwało mu rozmowę.

– No cóż – zaczął przeciągle Nilpach i podrapał się po gęstej, siwej czuprynie. Potem spojrzał na Chrisa i skinął z namysłem głową. – Jeżeli utkniemy tam dalej – wskazał kciukiem za siebie – a można przypuszczać, że droga jest jeszcze długa, to nie zdołamy wydostać się na wolność, a wtedy… – wywrócił zabawnie oczyma. – Byłbym raczej za jakimś działaniem.

– Sytuacja jest już i tak dosyć poważna – powiedział Ennil z naganą w głosie.

– Właśnie – skinął głową Chris, ale nie było to poparcie zarzutu Ennila, lecz wypowiedzi Nilpacha. – Dlatego proponuję, żeby Carol przyrządziła odpowiednią dawkę trucizny. Wiesz – zwrócił się do niej – taką o wysokim stężeniu. Karl i ja wyjdziemy na zewnątrz i wstrzykniemy ją.

Ennil i Gela zaprotestowali. Przez chwilę sprzeciw Geli sprawił Chrisowi przyjemność, ale nie dał się zbić z tropu i mówił dalej:



12 из 282