
Bardziej skomplikowane było zdjęcie zakrzywionej łopaty wirnika, ponieważ elastyczna ściana przewodu ograniczała ruchy. Wreszcie uruchomiono silnik. Ku ogólnej radości zaskoczył od razu.
– Jeżeli uda nam się wydostać stąd maszynę, to za dwie godziny polecimy bez pomocy “Oceanu” – powiedział Karl.
Po kolacji Ennil zarządził ciszę nocną.
W pierwszej chwili Gela nie zorientowała się, co ją zbudziło. Nasłuchiwała przez moment, ale dochodził ją tylko oddech współtowarzyszy. Ennil pochrapywał cicho. Ale co to, czy nie jest to odgłos skrobania, jak gdyby pocierano czymś o metal? Serce skoczyło jej do gardła. Nagle zapanowała znowu cisza. Gela leżała jeszcze długo, nie mogąc usnąć. Potem ujrzała wielkie potwory, które pełzły w jej stronę. Chris ogromnym mieczem zadawał im ciosy. Teraz Chris miał twarz Harolda, potem był to znowu Chris. Naraz zobaczyła ich obu z identycznymi mieczami w dłoniach. Walczyli jak opętani, ale bestie stawały się coraz bardziej zażarte i przybywało ich coraz więcej. Wtem pochwyciły Chrisa, nie, to był Harold. Kleszcze objęły go, zgrzytając o pancerz.
Gela poderwała się z miejsca. Nie było wątpliwości, teraz rzeczywiście usłyszała czyjeś stąpanie, skrobanie i – a więc to nie był sen – ten przenikliwy zgrzyt.
– Chris, Karl, słyszycie? – zawołała przytłumionym głosem. Nie mogła opanować drżenia ciała.
– Tak, Gela – doszedł ją szept od strony Chrisa. Poczuła nagle tuż obok siebie ruch. – To ja – szepnął Chris.
Chwyciła go za rękę. Czuł jej podniecenie.
– Nie bój się – mówił cicho. – Kabina jest dosyć mocna. Słyszę to już od dłuższego czasu.
– Co to może być? Przecież jesteśmy jeszcze we wnętrzu tego ptaka.
