
Chris nie odpowiedział. Po chwili błysnął promień światła latarki, przesunął się po oparciach foteli i nagle oświetlił łeb ogromnej bestii.
Gela stłumiła okrzyk. Z całej siły, aż do bólu, ścisnęła ramię Chrisa.
– Nie bój się. On się tu nie dostanie – szepnął Chris.
Wtedy puściła jego ramię, a nawet odsunęła się nieco.
Chris spokojnie, jak tylko to było możliwe, powiedział:
– Ciekaw jestem, skąd ten potwór tu się znalazł!
Oświetlił głowę zwierza. Wydawało się, że potwór w ogóle nie zwraca na to uwagi. Dwa pokryte szczeciną czułki przesuwały się po szybie okna tam i z powrotem, ale największe wrażenie robiły uzębione, rozwarte szeroko żuchwy, za którymi nieprzerwanie poruszały się twarde płyty. Ich zadaniem było widocznie rozdrabnianie zdobyczy.
– To mrówka – oświadczył Chris niedbale, jak gdyby mieli przed sobą wyłącznie okaz do nauki biologii. – Dawniej występowały również u nas. Znane są różne gatunki – teraz mówił tonem profesorskim i z lekką ironią – różniące się od siebie kolorem i wielkością, a nieraz nawet sposobem odżywiania. Sądząc po głowie bestia ma z pewnością dwadzieścia stóp długości. – Chris mówił znowu poważnie. – Ale i tak nie przejdzie przez tę pancerną szybę. Mnie najbardziej ciekawi jedno: skąd ona się tu wzięła?
– Czy nie powinniśmy obudzić innych? – zapytała Gela.
– W żadnym wypadku! – odparł Chris. – My też pójdziemy zaraz spać. Teraz nic nam nie grozi, ale kto wie, co czeka nas jutro. Chciałbym się tylko jeszcze przekonać, czy ta mrówka jest sama.
Ostrożnie wdrapał się na fotel i wyjrzał przez wypukłą szybę okienka. Kiedy podniósł głowę do góry, omal nie krzyknął ze zdziwienia: pomiędzy dwiema czarnymi, trudnymi do zidentyfikowania bryłami połyskiwało matowe światełko. Gdyby nie był przekonany, że są teraz we wnętrzu ptaka, mógłby przysiąc, że w górze świeci gwiazda.
Włączył reflektor dziobowy. Mrówki, oślepione jaskrawym światłem, na chwilę znieruchomiały. Było ich wiele, upiornie odcinały się od ciemnego tła. Niektóre taszczyły szczątki włókien mięśni, inne zatapiały swoje żuchwy w miękkich częściach przełyku. Wydawało się, że helikopter nie przeszkadza im w ogóle i – co bardziej ucieszyło Chrisa – nie interesuje.
