
Ewa zaśmiała się.
– Pewnie moja praca sprawia, że mu się to jeszcze nie udało – wyjaśniła.
Res skinęła głową.
– Musicie poprawić swoje usługi, żeby nie było tylu zażaleń. Czy te nowe automaty kulinarne nie są przypadkiem z waszej budy? Właśnie miałam z nimi przygodę. Gwen jest w domu?
– Skądże! – odparła Ewa. – Razem z komisją ONZ przebywa gdzieś w Algierze, a więc nie tak daleko od ciebie. Mają zatrzymać piasek, czy coś takiego. Zupełnie oszalał na tym punkcie. Ale powiedz mi, jak dzieci? Co z pracą?
– Właśnie wracam od mojej dwójki. Czują się wspaniale. Spotkaliśmy się po raz pierwszy od dwóch tygodni. Zobacz! – Res położyła przed obiektyw zdjęcie stereoskopowe dwojga dzieci, ośmioletniego chłopca i dziesięcioletniej dziewczynki. – Te nowe domy opieki to istny raj dla dzieciaków. I zawsze korzystam z codziennej wideogodziny. Jesteśmy z tego bardzo zadowoleni. A ty trzymasz swoją Maud nadal w domu?
Ewa znów skinęła głową.
– No tak, a jeżeli chodzi o pracę – opowiadała dalej Res – to właśnie wyleciałam od Mexera. Skończyłam z tym, przynajmniej na razie.
– Co takiego? – Ewa była szczerze zdziwiona. – Oszalałaś? Tyle się nad tym namęczyłaś. Przecież to, że Tom was opuścił, było też związane z twoim obsesyjnym umiłowaniem pracy, musisz przyznać. A teraz co? Mexer to ten karierowicz, teoretyk, tak? Czy to nie on napisał pracę dyplomową, z którą nikt nie wiedział, co robić?
– Stop, stop! – zawołała Res ubawiona. – Tak, to on. Ale widocznie jednak coś znaczy, skoro dostał awans. Akademia potrzebuje też ludzi superpilnych. Zresztą znam go lepiej niż ty. Studiowałam z nim razem przez pięć lat.
– Tak, wiem. I nic ci nie przychodzi do głowy? Nie sądzisz, że on widzi w tobie rywala? Tacy ludzie czują to na odległość! Gdyby twoja praca została oceniona pozytywnie, może i ty byś awansowała. Wszystko jasne! – Ewa stuknęła dłonią w czoło, jak gdyby odkryła akurat, w jaki sposób można pokonać prędkość światła.
