
– Oczywiście, oczywiście – zapewnił porządkowy. Uruchomił taśmę, po czym zniknął.
Ten drobny incydent ożywił Res. To zadanie muszę jakoś doprowadzić do końca, pomyślała. Zobaczymy, kto ma rację. Szkoda tylko, że narazimy się na duże straty. Zapragnęła nagle porozmawiać z kimś, nie tylko o pracy i swojej porażce, ale tak po prostu.
Kiedy wrócę od dzieci, pogadam sobie z Ewą, postanowiła.
Taśma obok niej szarpnęła gwałtownie, potem jeszcze raz i jeszcze. Res uśmiechnęła się. Była pewna, że bladolicy obsługuje teraz taśmę ręcznie. Zresztą to, Co wkrótce podjechało, odpowiadało ściśle zamówieniu i smakowało bez zarzutu. Widocznie “ten łajdak” umiał jednak przygotować potrawy.
Nie odbierzesz mi apetytu, pomyślała złośliwie o Mexerze, który, jak wiedziała, cierpiał na rzadką już chorobę, chroniczny nieżyt żołądka. W tej chwili nie współczuła mu ani trochę.
Jeszcze raz przypomniała się jej dyskusja z nim. Jeżeli on przeforsuje ten swój plan zniszczenia, to mogę zapomnieć o swojej hipotezie… Odbierze mi materiały potwierdzające moje przypuszczenia. Głupia sprawa!
Upłynęła godzina, zanim uzyskano połączenie. Res specjalnie w tym celu wymieniła mały wideofon w pokoju hotelowym na aparat, który wyświetlał w naturalnych wymiarach.
Telekomputer zaanonsował ją już wcześniej, Ewa nie była więc zaskoczona.
– Cześć, Res – powitała ją. – Dobrze, że znowu cię widzę. Kiedy spotykałyśmy się ostatnim razem? W zeszłym roku, na Sylwestra, prawda? Co słychać u twoich pożeraczy betonu? Dobrze wyglądasz! Do twarzy ci w tych krótkich włosach, wiesz? Ja z moją płaską czaszką nie mogłabym sobie na to pozwolić. Ale powiedz, co słychać, jak dzieci?
– Uff! – jęknęła Res. – Czy twój Gwen… jesteście chyba jeszcze razem? – Kiedy Ewa skinęła energicznie głową, Res mówiła dalej: – No wiesz, nigdy nic nie wiadomo! Był podobno lekkoduchem. A więc czy cię twój Gwen nie uspokoił?
