
Gela zerwała się z miejsca i podeszła od tyłu do Chrisa. Nilpach patrzył jakby nie rozumiejąc, co się dzieje.
Helikopter leciał z umiarkowaną prędkością swoim kursem, a na zewnątrz, jak przedtem, przemykały z furkotem najrozmaitsze stwory, niekiedy w licznych grupach, nadlatując poziomo i pionowo, czasem tak blisko, że niemal ocierały się o maszynę.
Właśnie zbliżało się ociężałe czarne monstrum pokryte szczeciną. Miało olbrzymie szczęki i sześć długich, wieloczłonowych odnóży. Owad buczał przeraźliwie.
Gela instynktownie skoczyła do przodu i uchwyciła drążek sterowy, gotowa poderwać helikopter do góry.
Chris ścisnął jej przegub niczym w imadle.
– Zostaw to! – syknął.
Tuż przed helikopterem czarny, buczący stwór lekko skręcił i minął ich z hałasem.
– Cudo! – zawołał Ennil. – Spójrzcie, na odwłoku ma żółte paski. To chyba trzmiel.
Chris puścił Gelę.
– Pamiętaj, że pilot prowadzący maszynę jest odpowiedzialny za lot. A więc nie wtrącaj się.
– A jeżeli twoja lekkomyślność sprowadzi nieszczęście na całą załogę? – zawołała zirytowana Gela.
– Chodź! – zawołał Chris również rozgniewany. Podniósł się, ujął ją za ramiona i wcisnął w fotel. – A teraz siedź tu spokojnie i obserwuj.
Gela opierała się przez chwilę, ale chwyt Chrisa był silny. Gbur, arogancki prostak, na co on sobie pozwala, pomyślała obrażona. Jednocześnie nie mogła się jednak oprzeć uczuciu podziwu: wydawało się, że Chris ma szczególną umiejętność decydowania. Zadała sobie nagle pytanie, jak by postąpiła, będąc na jego miejscu. On miał trzyletnie doświadczenie, ale nigdy jeszcze nie opuścił swej rodzinnej wyspy. Nagle pomyślała o Haroldzie; zginął podczas swej pierwszej ekspedycji oceanicznej.
To, co przeżyliśmy do tej pory, zapowiada jeszcze niejedno, pomyślała Gela. Wiedziała, że napięcie nerwowe wcześniej czy później może źle wpłynąć na załogę. Jedynie Chris zdawał się nie podlegać wpływom. Jeszcze się przekona, że mnie nie docenił, myślała dalej. Ostatecznie ukończyłam wszystkie kursy tak samo dobrze jak on. I był jeszcze Harold, który mi pomagał. Harold wart jest dwóch takich jak Chris…
