
– Nie byłoby mnie stać na taki lokal – zauważył Reacher.
– Już zarezerwowałam ci pokój.
– Zarezerwowałaś czy zapłaciłaś?
– Obciążą mój rachunek.
– Nie będę mógł ci oddać.
– Zapomnij o tym.
– Muszą brać kilkaset dolców za noc.
– Pokryję koszty. Może weźmiemy jakieś łupy.
– Pod warunkiem że źli faceci są bogaci.
– Zapewniam cię, że są – odparła. – Muszą być. W przeciwnym razie nie byłoby ich stać na helikopter.
Zostawiła samochód na chodzie, otworzyła ciężkie czerwone drzwiczki i wysiadła na zewnątrz. Reacher uczynił podobnie. Po chwili podbiegł ktoś z obsługi, podając Neagley kwit parkingowy. Odebrała go, obeszła wóz z przodu i mszyła w kierunku głównego holu hotelu. Reacher poszedł za nią. Obserwował, jak się porusza. Płynęła, jakby nic nie ważyła. Przemknęła przez zatłoczony, kręty korytarz i wyłoniła się przed okazałą recepcją. Reacher dostrzegł biurko, przy którym obsługiwano gości, biurko z dzwonkiem oraz biurko konsjerża. Trzy oddzielne biurka. Oprócz nich w pomieszczeniu znajdowały się obite jasnym aksamitem fotele, w których siedzieli elegancko ubrani ludzie.
– Wyglądam jak jakiś menel – zauważył Reacher.
– Albo miliarder. Dzisiaj nie sposób tego stwierdzić na podstawie ubrania.
Zaprowadziła go do kontuaru i zameldowała. Pokój Reachera został zarezerwowany na nazwisko Thomasa Shannona potężnego kontrabasisty grającego w zespole Stevie Raya Vaughana, który był ulubieńcem Reachera. Uśmiechnął się. Jeśli było to możliwe, wolał nie pozostawiać śladów w dokumentach. Zawsze tak postępował. Zwyczajny odruch. Odwrócił się do Neagley i skinął głową, wyrażając podziękowanie.
