– Jakim nazwiskiem się posługujesz? – zapytał.

– Prawdziwym – odpowiedziała. – Nie bawię się już w takie gierki. To zbyt skomplikowane.

Recepcjonistka wręczyła Reacherowi elektroniczną kartę do drzwi, a ten wsunął ją do kieszeni koszulki. Odwrócił się od kontuaru i spojrzał na salę. Marmury, rzucające przyćmione światło kandelabry, gruby dywan, kwiaty w ogromnych szklanych wazonach. Woń perfum unosząca się w powietrzu.

– Pora wziąć się do roboty – oznajmił.


***

Przystąpili do pracy w dwupokojowym apartamencie Neagley. Część pełniąca funkcję salonu była wysokim, dostojnym, kwadratowym pomieszczeniem utrzymanym w niebieskiej i złotej tonacji. Równie dobrze mogłaby być jedną z sal pałacu Buckingham. Przy oknie stało biurko z dwoma laptopami. Obok leżało puste gniazdo na telefon komórkowy i duży otwarty kołonotatnik z rodzaju tych, które we wrześniu kupują uczniowie ogólniaka. Na samym końcu znajdowało się kilka zadrukowanych kartek. Formularze. Pięć sztuk. Pięć nazwisk, pięć adresów, pięć numerów telefonów. Dane członków ich zespołu, oprócz dwóch, którzy odeszli, i dwóch, którzy byli na miejscu.

– Opowiedz mi o Stanie Lowreyu – poprosił Reacher.

– Niewiele jest tu do opowiadania. Odszedł z wojska, przeprowadził się do Montany i wpadł na ciężarówkę.

– Pieskie życie zakończone śmiercią.

– Mnie to mówisz?

– Co robił w Montanie?

– Zajmował się hodowlą owiec i produkcją masła.

– Sam?

– Miał dziewczynę.

– Nadal tam mieszka?

– Pewnie tak. Mieli dużo ziemi.

– Dlaczego akurat owce? Czemu zajął się produkcją masła?

– W Montanie nikt nie potrzebuje usług prywatnego detektywa, a właśnie tam mieszkała jego dziewczyna.

Reacher skinął głową. Na pierwszy rzut oka Stan Lowrey nie nadawał się na bohatera wiejskiego romansu. Był potężnie zbudowanym czarnoskórym facetem pochodzącym z obskurnego przemysłowego miasteczka w zachodniej Pensylwanii, giętkim jak pejcz i twardym jak podkład kolejowy. Jego środowiskiem naturalnym wydawały się mroczne zaułki i sale bilardowe. Miał jednak w genach coś, co silnie łączyło go z ziemią. Reacher nie był zaskoczony, że facet został hodowcą. Mógł sobie wyobrazić Staną w starej znoszonej kurtce, stojącego po kolana w trawie pod ogromnym sklepieniem nieba. Zmarzniętego, lecz szczęśliwego.



28 из 331