
Na linii zapanowała chwila milczenia.
– Mógłby pan sporządzić listę potencjalnych kandydatów, abym mogła ją zweryfikować?
– Pracowałem dla wielu inteligentnych ludzi, na ogół bardzo dawno temu. Potrzebowałbym tygodni, aby sporządzić taką listę, a wówczas mogłoby być za późno. Na dodatek nie mam telefonu.
Kolejna chwila milczenia, tym razem przerwana przez dźwięk wciskanych klawiszy.
– Szuka go pani, prawda? – zapytał.
– Nie powinnam tego robić – odparła.
– Nie miałbym pretensji, gdyby pani odmówiła. Ponownie zapadło milczenie. Klikanie klawiszy ustało. Wiedział, że ma to nazwisko przed nosem, na ekranie monitora.
– Proszę mi powiedzieć – poprosił.
– Nie mogę tego zrobić ot tak, po prostu. Będzie mi pan musiał pomóc.
– Jak?
– Proszę o kilka wskazówek, abym nie musiała podawać go w ciemno.- Jakich wskazówek?
– Chodzi o mężczyznę czy kobietę? – zapytała. Reacher uśmiechnął się szeroko. Odpowiedź była zawarta w pytaniu. Chodziło o kobietę. Inteligentną, pomysłową kobietę obdarzoną wyobraźnią i zdolnością lateralnego myślenia. Kobietę wiedzącą o jego słabości do dodawania i odejmowania.
– Niech zgadnę – zaczął. – Przelewu dokonano z Chicago.
– Tak, z rachunku osobistego w banku w Chicago.
– Neagley – odgadł.
– Właśnie takie nazwisko mam przed oczyma – odpowiedziała urzędniczka. – Frances L. Neagley.
– W takim razie proszę zapomnieć o tej rozmowie – rzekł Reacher. – Pomyłka banku nie wchodzi w grę.
3
Reacher służył trzynaście lat w armii, w żandarmerii. Znał Frances Neagley od dziesięciu lat i współpracował z nią przez siedem. Był oficerem. Najpierw podporucznikiem, później porucznikiem, kapitanem, majorem. Następnie został zdegradowany do stopnia kapitana i ponownie awansowany na majora. Neagley uporczywie odmawiała awansu, jakby nie mogła się rozstać ze stopniem sierżanta. Nie chciała pójść do szkoły oficerskiej, a Reacher nigdy nie dowiedział się dlaczego. Nie wiedział o niej wielu rzeczy, oprócz tych, które poznał podczas dziesięciu lat znajomości.
