
— Thursley. Eryk Thursley.
— Właśnie.
— Demonolog, Aleja Śmietnikowa. Pseudopolis. Zaraz obok garbarni — dodał z nadzieją Thursley.
— Zapamiętam. O nic się nie martw. A teraz, gdybyś mnie wypuścił…
Thursley skrzywił się, zawiedziony.
— Na pewno nie potrafisz? — upewnił się, a Rincewind nie mógł nie usłyszeć błagalnej nuty w jego głosie. — Wystarczy nawet mała szkatułka złota. No i nie musi być najpiękniejsza kobieta w całej historii. Druga co do urody zupełnie mi wystarczy. Albo trzecia. Zresztą wybierz dowolną z pierwszej set…tysiąca. Cokolwiek masz w zapasie.
Pod koniec wypowiedzi głos aż wibrował z tęsknoty.
Rincewind miał ochotę powiedzieć: słuchaj rzuć te zabawy z chemikaliami w ciemnych pokojach, ogól się ostrzyż, weź kąpiel, albo lepiej dwie kąpiele, kup sobie nowe ubranie i wyjdź wieczorem, a wtedy… — tu musiałby szczerze przyznać, że nawet umyty, ogolony i wymoczony w solach kąpielowych Thursley nie miał szans na żadną z nagród… — a wtedy możesz dostać w twarz od dowolnej kobiety, jaką sobie wybierzesz.
Owszem, nie jest to wiele, ale zawsze jakiś fizyczny kontakt.
— Przykro mi — powtórzył jeszcze raz.
Thursley westchnął.
— Woda się gotuje — powiedział — Chcesz herbaty?
Rincewind ruszył naprzód, w trzask psychicznej energii.
— Tego… — mruknął niepewnie Thursley, gdy mag ssał palce. — Wiesz co? Rzucę na ciebie urok przymuszenia.
— Zapewniam cię, że nie ma takiej potrzeby…
— Nie. Tak będzie najlepiej. To znaczy, że będziesz mógł chodzić swobodnie. I tak miałem tu wszystko przygotowane na wypadek, gdybyś mógł wyruszyć, no wiesz, po nią.
— Dobrze — zgodził się Rincewind.
A kiedy demonolog mamrotał słowa z księgi, myślał: stopy…drzwi…schody…Wspaniały zestaw.
