— Eryku! — zawołał jakiś głos z dołu.

Chłopiec zbladł nagle.

— Tak, mamo? — odpowiedział, wpatrując się błagalnie w Rincewinda. Jago usta wyszeptały bezgłośnie: tylko nic nie mów, proszę…

— Co to za hałasy?

— Nic mamo.

— Zejdź i umyj ręce, skarbie! Śniadanie gotowe!

— Już idę, mamo. — Spojrzał bezradnie na Rincewinda. — To moja matka — wyjaśnił.

— Ma mocne płuca — zauważył Rincewind.

— Chyba… musze już iść. Ty tu zostaniesz, oczywiście.

Przyszło mu do głowy, że jego autorytet nieco ucierpiał. Machnął mieczem.

— Precz! — rzekł. — Rozkazuję ci nie opuszczać tego pokoju!

— Pewnie. No jasne — zgodził się Rincewind, badając wzrokiem okna.

— Obiecujesz? Inaczej zostaniesz odesłany w Otchłań.

— Nie tego bym nie chciał. Biegnij już. Nie martw się o mnie.

— Zostawię tutaj miecz i resztę. — Eryk zdjął większość elementów swego kostiumu. Odsłoniły szczupłego, ciemnowłosego chłopca, którego twarz wyglądałaby pewnie o wiele lepiej, gdyby się pozbył trądziku. — Jeśli ich dotkniesz, spotkają cię straszne rzeczy.

— Nawet o tym nie myślę — zapewnił Rincewind.

Kiedy został sam, podszedł do pulpitu i obejrzał księgę. Tytuł, wypisany imponująco zakręconymi czerwonymi literami, brzmiał Mallificarum Sumpta Diabolicite Occularis Singularum, Księga Ostatecznej Kontroli. Znał ją. Gdzieś w bibliotece mieli egzemplarz. Chociaż magowie nigdy z niego nie korzystali.

Być może wyda się to dziwne. Ponieważ jeśli już mag zgodziłby się przehandlować za coś własną babkę, to tylko za władzę i moc. Ale nie takie dziwne, ponieważ każdy mag dostatecznie sprytny, by przeżyć pięć minut, jest też wystarczająco rozsądny by wiedzieć, że w całej demonologii władza i moc tkwi wyłącznie w demonach. Wykorzystanie ich dla własnych celów przypominałoby próbę zatłuczenia myszy grzechotnikiem.



15 из 104