
— Wydałem chyba rozkaz, żeby w razie sukcesu przed chłopcem zmaterializował się diuk Vassenego i zaproponował mu zakazane przyjemności oraz mroczne rozkosze, by nagiąć go do naszej woli.
Król warknął wściekle. Problem ze złem polegał na tym, co musiał przyznać, ze demony nie są wielkimi myślicielami czy odkrywcami. Potrzebują odrobiny ludzkiej pomysłowości. I naprawdę liczył w tym względzie na Eryka Thursleya, obdarzonego rzadką odmianą pozbawionej skrupułów, wybitnej inteligencji. Piekło potrzebowało takich straszliwie błyskotliwych egoistów jak Eryk. We wszelkich brzydkich czynach byli o wiele lepsi od demonów.
— Istotnie — przyznał demon. — I diuk od lat oczekiwał przywołania, odrzucając wszelkie inne pokusy, wytrwale i cierpliwie studiując świat ludzi…
— Więc gdzie wtedy był?
— Ehm. Nadnatura go wezwała, panie — bełkotał demon. — Nie odszedł nawet na dwie minuty, a już…
— A już ktoś przeszedł?
— Próbujemy właśnie znaleźć…
Cierpliwość lorda Astfgla, i tak mająca odporność kitu, w tym miejscu pękła. Tego już za wiele. Miał poddanych, którzy używali słowa „znaleźć”, kiedy chodziło im o „ustalić”. Potępienie to dla nich zbyt wielka łaska.
— Wynoś się — syknął. — Dopilnuję, żebyś otrzymał za to nagrodę…
— Panie mój, proszę…
— Wynoś się!
Płomiennymi korytarzami król pomaszerował do swoich osobistych apartamentów.
Jego przodkowie preferowali kosmate tyle kończyny oraz kopyta. Asfgl odrzucił takie pomysły od razu. Utrzymywał, że ci zarozumiali dranie z Dunmainfestin nie potraktują poważnie kogoś, kogo tylna połowa należy do przeżuwacza. Chętnie więc nosił płaszcz z czerwonego jedwabiu, fioletowe pończochy, kaptur z dwoma różkami o dość skomplikowanych kształtach i trójząb. Z trójzęba wciąż odpadał koniec, ale Astfgl uważał, że króla demonów w takim kostiumie trzeba traktować poważnie.
W chłodzie swych komnat — na wszystkich bogów, czy raczej nie na wszystkich bogów, całe wieki trwało, zanim doprowadził je do jakiegoś cywilizowanego stanu; poprzednikom zupełnie wystarczało leniuchowanie i kuszenie ludzi, nigdy nie słyszeli o stresie kierowniczym — delikatnie uniósł zasłonę ze Zwierciadła Dusz. Zamigotało, budząc się do życia.
