MAŁA PESZĄ. 6 MAJA 99 ROKU. WCZESNE RANO.

Z góry osiedle Mała Peszą wyglądało tak, jak powinno wyglądać takie osiedle o godzinie czwartej rano. Sennie. Spokojnie. Pusto. Około dziesięciu różnobarwnych dachów półkolem, placyk zarośnięty trawą, kilka gliderów stojących tu i ówdzie na skarpie nad rzeką. Rzeka wydawała się nieruchoma, bardzo zimna i nieżyczliwa, strzępy białawej mgły wisiały nad sitowiem po przeciwnej stronie.

Na ganku klubu stał człowiek z głową zadartą do góry i śledził wzrokiem glider. Jego twarz wydała się Tojwo znajoma i nie było w tym nic dziwnego — Tojwo znał wielu ze służby awaryjnej, mniej więcej co drugiego.

Posadził maszynę obok ganku i wyskoczył na wilgotną trawę. Ranek był tu zimny. Człowiek na ganku miał na sobie ogromną puchatą kurtkę z mnóstwem specjalnych kieszeni, z gniazdkami do najróżniejszych butli, regulatorów, gaśnic oraz innych przedmiotów koniecznych w czasie pełnienia służby.

— Dzień dobry — powiedział Tojwo. — Bazyli, jeśli się nie mylę?

— Witaj, Głumow — odparł tamten, wyciągając rękę. — Zgadza się Basile. Dlaczego tak długo? Tojwo wyjaśnił mu, że zero-T tu, w Małej Peszy, nie wiadomo dlaczego nie przyjmuje, że wyrzuciło go w Dolnej Peszy, że musiał wziąć tam glider i lecieć dodatkowe czterdzieści minut ponad rzeką.

— Jasne — powiedział Basile i obejrzał się na pawilon. — Tak właśnie myślałem. Rozumiesz, oni w panice prawie rozwalili swoją zero-kabine.

— To znaczy, że nikt z nich do tej pory nie wrócił?

— Nikt.

— I nic więcej się nie działo?

— Nic. Nasi zakończyli oględziny półtorej godziny temu, nie znaleźli nic istotnego i wrócili przeprowadzać analizy. Mnie zostawili, żebym nikogo nie wpuszczał i przez ten cały czas reperowałem zero-kabine.

— Zreperowałeś?

— Raczej tak.

Domki w Małej Peszy były stare, zbudowane w ubiegłym stuleciu, utylitarna architektura, naturyzowana organika, jadowicie odblaskowe kolory — skutek starości. Wokół każdego domku — gęste zarośla czarnej porzeczki, bzu, polarnych truskawek, a od razu za półkolem domów las, żółte pnie gigantycznych sosen, szarozielone we mgle iglaste korony, a nad nimi już dosyć wysoko — szkarłatny dysk słońca na północnym wschodzie…



45 из 155