– Ależ to oczywiste! – zgodził się Targenor. – Zawsze byłeś związany z zachodnią gałęzią rodu Ludzi Lodu.

Taran-gaiczycy zaczęli coś między sobą poszeptywać, wreszcie Inu wystąpił z gromady.

– Nasza dzisiejsza bitwa ukoronowana została powodzeniem. Nikt z nas nie pragnie się wycofać.

– Bardzo się cieszę – odpowiedział mu wzruszony Targenor. – Sarmiku, czy znów przejmiesz dowodzenie nad oddziałami Taran-gai?

– Oczywiście! Jesteśmy na twoje rozkazy, królu.

Targenor rozejrzał się wśród swoich wojowników.

– Trond, ty obejmiesz dowództwo nad bezpańskimi demonami, które od tej chwili będą się nazywały armią demonów Tronda. Czy to jasne dla wszystkich?

Tova naburmuszona wmieszała się do rozmowy.

– Wszystko to pewnie bardzo ładnie i pięknie dla was, duchów, ale ja jestem żywa i okropnie głodna!

Halkatla z politowaniem pokiwała głową.

– Nie mogłaś tego załatwić, kiedy na nas czekaliście?

– Jak niby miałam to zrobić? – prychnęła Tova. – Dookoła ciągle kręcili się ludzie i zwierzęta i bez końca jeszcze ich przybywało.

– Tovie chodzi o to, że gromadzili się nasi sprzymierzeńcy – łagodził Nataniel. – Znam Tovę nie od dziś, wiem, że kiedy jest głodna, zawsze traci humor.

– Tak, to bardzo ludzka cecha – przyznał Targenor. – Wobec tego zrobimy postój, by nasi żyjący przyjaciele mogli się posilić.

Zapatrzył się przez mgłę w stronę, gdzie musiało znajdować się wejście do Doliny Ludzi Lodu. Gdy znowu się odezwał, w jego głosie brzmiała rozpacz pomieszana z fanatycznym wprost uporem:

– Ale potem wejdę do Doliny. Nie poddam się, dopóki się nie dowiem, jaki los spotkał moją siostrę Tiili.

Targenor, Nataniel i Sarmik – wszyscy trzej – zareagowali w podobny sposób: główny cel wyprawy, ocalenie świata przed Tengelem Złym, zszedł na drugi plan. Przyświecało im teraz jedno: odnaleźć najbliższych i zemścić się na straszliwym przodku.



31 из 182