
Sarmik nie odezwał się ani słowem. Miał wszelkie powody, by zgodzić się z tym, co powiedziała Tun-sij. To był fatalny dzień.
Targenor i cała jego armia, składająca się z żywych ludzi, duchów i demonów, ruszyła na płaskowyż. Targenor zwrócił się do Marca i Nataniela:
– Początkowy odcinek możecie przebyć z nami, kiedy jednak się zorientujecie, że nadszedł czas, pójdziecie inną drogą. Nikt z naszych wrogów nie może się dowiedzieć, że wasza piątka podąża do Doliny.
Dida pokiwała głową.
– Podczas gdy my rozprawiać się będziemy z ewentualnymi przeciwnikami, wy przemkniecie się inną drogą do Doliny Ludzi Lodu. Nie możemy tam wejść, dopóki nie oczyścicie tego miejsca i nie utorujecie nam dostępu. Wtedy wkroczymy. Zobaczymy, czy uda nam się nawiązać kontakt z duchem Tiili.
Nataniel potwierdził, że zrozumieli, o co chodzi. Było ich teraz znów pięcioro, Nataniel, Marco, Tova, Gabriel i Ian. Czworo z nich miało przy sobie buteleczki, Gabriel – swoje notatniki.
– Jak długo będą nam towarzyszyć nasi opiekunowie? – spytała Tova.
– Linde-Lou, Halkatla, Ulvhedin, Sol i Tengel Dobry pójdą z wami aż do wejścia do Doliny – odparł Targenor. – Rune także. Potem już sami będziecie musieli sobie radzić.
– Rozumiemy.
Targenor zwrócił się do oczekujących w napięciu Taran-gaiczyków. Twarz złagodniała mu w uśmiechu.
– Dokonaliście dzisiaj czegoś wyjątkowego. Jeśli sobie życzycie, możecie zostać zwolnieni z kolejnych zadań.
Sarmik wystąpił o krok w przód.
– Łaskawy królu Ludzi Lodu… Ja w każdym razie pragnę dalej brać udział w walce. Sądzę, że wy, królu, i wasza dostojna matka, Dida, rozumiecie moje życzenie.
– Rzeczywiście, Sarmiku, dobrze cię rozumiemy – odparł Targenor z powagą, kładąc dłoń na ramieniu zrozpaczonego ojca. – Wiemy, jaką stratę poniosłeś.
– Ja także pragnę uczestniczyć w boju, jeśli będzie mi wolno – powiedział Mar.
