
Ale byli z nimi wszyscy ich przyjaciele. Gabriel orientował się, że Targenor i Dida idą w pobliżu najbardziej dostojnych wśród duchów, takich jak Lilith, której nie wolno niczym urazić, czy Sol i Tengela Dobrego, będących dla wszystkich wzorem.
Tuż za Natanielem podążał Linde-Lou, nie odstępujący na krok syna ukochanej Christy. Gabriel wyczuwał jego obecność. Na skraju lewej flanki posuwał się oddział demonów Tronda, a na prawym skrzydle maszerował Tamlin na czele dziewiętnastu Demonów Nocy.
Gabriel wmawiając sobie, że dostrzega sojuszników Ludzi Lodu, przesadzał nieco. Zauważył ich pozycje w chwili, gdy wielką gromadą mieli wyruszyć spod wzgórz złych czarowników. Wówczas to Targenor wydał polecenie i wszyscy powoli zniknęli.
Ale odróżniał Taran-gaiczyków tuż przed Tovą. Kuzynka maszerowała w jednym szeregu z Ianem, Runem i Halkatlą. Gabriel rozbieganym wzrokiem rozglądał się na wszystkie strony, chcąc zapamiętać szczegóły warte zanotowania. Gdyby ich towarzysze nie byli niewidzialni, naprawdę miałby aż za wiele materiału.
Tula wędrowała ze swymi czterema demonami, Ingrid – z pięcioma. Heike dowodził ośmioma demonami Silje. Wszystko to Gabriel wiedział, choć nie miał pojęcia, w którym miejscu należy ich szukać. Była z nimi także, co oczywiste, większość przodków Ludzi Lodu.
Brakowało natomiast czarnych aniołów oraz ich wilków. Aniołowie zajmowali szczególną pozycję. Gabriel był jednak świadom, że pozostają czujni. Nie miał też absolutnej pewności co do siedmiu dość nieobliczalnych Demonów Zguby, przypuszczał jednak, że są w gromadzie. Zdążył się już zorientować, że dla wszystkich uczestników wyprawa była nadzwyczaj emocjonująca.
Niezwykła wędrówka!
Tak więc płaskowyż wcale nie był równy. Wyrastały z niego liczne pagórki i dwie prawdziwe góry, przesłaniając widok. Kiedyś, w epoce lodowcowej, oderwały się od stromizn olbrzymie skalne boki. Z przełęczy między dwoma szczytami spływał lodowiec. W chmurach mgły zaczęły się wyłaniać postrzępione wierzchołki Siedziby Złych Mocy.
