
– Tutaj! – wykrzyknął Nataniel. – Tu wśród naszych są także odciski nóg Runego. Stopy Halkatli nigdy się nie odbijają.
– A tu ślady Runego się kończą – oznajmiła Tova. – W tym miejscu musieli stoczyć walkę.
– Zobaczcie, na lewo są ślady, jakby coś ciągnięto – powiedział Ian. – Ale nagle się urywają.
– Musieli go podnieść z ziemi – doszedł do wniosku Nataniel.
Wszyscy czuli, że strach ściska ich za serce. Jak mogli nie usłyszeć, że coś się dzieje?
Nataniel stał całkiem nieruchomo. Z jego pięknej twarzy mogli wyczytać, że wie o czymś niesamowitym, wstrząsającym.
– Ci ciemni mężczyźni, których widzieliście… brązowy cukier, jedwabna chustka i oskard… wszystko razem naprowadza mnie na coś naprawdę strasznego. Przeraża mnie już sama myśl o tym.
Umilkł.
– Co to takiego, Natanielu? – odważyła się spytać Tova.
– Nie, to absolutnie niemożliwe!
– Jeśli chodzi o Tengela Złego, nic nie jest niemożliwe. Powiedz teraz, o czym myślisz. Po twojej twarzy widzę, że nie uraczysz nas niczym przyjemnym.
– Masz absolutną rację. To czarny rozdział w historii Indii.
– Indii? – zdumiała się Tova. – Czy to Hindusów widzieliście, Gabrielu i Ianie?
Gabriel sprawiał wrażenie zdezorientowanego.
– Może i tak.
– Na pewno – odparł Ian. – Po prostu nie mogłem w to uwierzyć, w tej okolicy!
– Musimy szukać dalej – rzuciła niecierpliwie Tova.
– Poczekajmy, aż Nataniel nam wszystko wyjaśni – zaproponował Ian.
Nataniel przygnębiony pokiwał głową.
– Jak wiecie, zajmuję się etnografią i etnologią. Kulturami obcych ludów. I wcale mnie nie dziwi, że Tengel Zły wybrał akurat tych ludzi na swoich pomocników. Być może zresztą wcale nie swoich. Być może przekaże Halkatlę i Runego Kali.
