
Hindusi zachowywali teraz ostrożność. Najpierw zatrzymali się przy drzwiach i odmówili modlitwę, później prowadzili swe ofiary dalej w głąb świątyni, wznosząc modły co kilka kroków.
W środku było kilkoro ludzi, z pewnością święci mężowie. Siedzieli nieruchomo na swych miejscach w pozycji lotosu, z nogami założonymi jedna na drugą i złożonymi dłońmi. Bardzo starzy i wychudzeni, ich oczy zaglądały w daleki, nieznany świat.
Nagle okrutni strażnicy puścili Runego i Halkatlę i padli na twarze. Rozciągnięci na kamiennej posadzce modlili się niemal histerycznie.
Tylną ścianę świątyni rozjaśniło światło. Ukazał się posąg bogini.
Rune szepnął do Halkatli:
– Poznaję ją. To Kali.
Z tonu jego głosu Halkatla wyczuła, że nic dobrego nie może ich tu spotkać.
Kali, której imię symbolizuje czerń, zniszczenie, to bogini pełna sprzeczności. Uważano ją także za boginię matkę, która potrafiła pocieszać i kochać, ale ta strona jej natury była mniej znana.
Halkatla i Rune ujrzeli najpowszechniej znaną postać Kali, boginię śmierci.
Patrzyli na budzący grozę wizerunek straszliwej wiedźmy o czarnej twarzy usmarowanej krwią, wyszczerzonych zębach i wystającym języku. Bogini miała cztery ręce, trzymała w nich miecz, tarczę, łuk i odrąbaną dłoń. Naga, nosiła jedynie ozdoby, takie jak naszyjnik z czaszek; była opasana wężami. Tańczyła na ciele swego małżonka Siwy. Mit głosi, że zasmakowała we krwi, kiedy nakazano jej zabicie demona Raktaviji. Nie było to proste, bo za każdym razem, gdy kropla krwi demona spadła na ziemię, pojawiało się tysiąc jego sobowtórów. Kali jednak rozwiązała ten problem w makabryczny sposób. Podniosła Raktaviję wysoko w powietrze, przebiła go włócznią i spijała skapującą z rany krew. Od tamtej pory zawsze była jej spragniona.
Okrutna bogini obawiała się jednak, że demony Raktaviji ukrywają się w ludziach. Domagała się zatem, by ludzi zabijać, ale ani jedna kropla krwi nie mogła upaść na ziemię, by nie pojawiły się nowe demony. Dlatego swą chustkę, Rumal, ofiarowała Dusicielom. Stali się oni jej wyznawcami.
