
– Co to jest?
– To wygląda jak… kościół?
– Może świątynia? – podsunął Rune.
– No cóż, nigdy nie widziałam świątyni, ale ta budowla jest okropnie bogato zdobiona, aż do przesady!
– To mi wygląda na świątynię hinduistyczną. Chcesz powiedzieć, że stoi sobie tak w śniegu?
– Ależ skąd, tu nie ma śniegu. To zielona, przepiękna dolina, jak okiem sięgnąć pełna dziwnych roślin. Szkoda, że nie możesz tego zobaczyć!
– Ciii! Znów coś do siebie mówią.
Rune przysłuchiwał się przez chwilę rozmowie oprawców i zaraz przekazał swej towarzyszce najświeższe wiadomości:
– Ciągle nie mogą się dogadać, co z nami zrobić. Jedni chcą nas po prostu tu porzucić i zniknąć, inni twierdzą, że nie mogą tak postąpić, bo zostaną ukarani. O ile dobrze rozumiem, ci ostatni wygrają.
Nagle zdjęto im chustki z oczu i oboje mogli swobodnie patrzeć. Jak wcześniej powiedziała Halkatla, znajdowali się w porośniętej bujną roślinnością dolinie na placu przed świątynią. Była to typowa świątynia hinduistyczna, ozdobiona nieprawdopodobną ilością reliefów i płaskorzeźb, pomalowanych na jaskrawe kolory.
Z twarzy Runego nic nie dało się wyczytać.
Napastnicy mocno ujęli ich za ramiona, widać było, że Hindusów ze strachu zlewa zimny pot. Rozkazano im złożyć ludzi w ofierze zgodnie z rytuałami sekty, a ofiary nie chciały umrzeć! Co robić w takim przypadku?
Trzęsąc się z przerażenia oprawcy podprowadzili ich do świątyni i zmusili, by zzuli buty. Raz po raz padając na kolana i odmawiając modlitwy, wprowadzili swoją zdobycz do świętego przybytku.
Wewnątrz było niesamowicie pięknie, ale Rune i Halkatla nie mogli się skupić na urodzie ścian. Pokrywały je malowidła i reliefy, składające się w długie historie, wszędzie płonęły świece, unosił się ostry zapach kadzidła. Oni jednak odczuwali tylko strach i niepewność, jaka ogarnia człowieka, kiedy nie wie, co go czeka.
