
Gorgona, Tyfon — całe szczęście, że Grecy mieli tylu bogów i można ich pożyczać z mitologii. Nowy szlak otwarło się rok temu. Przecina tylko najdalej wysuniętą na południe kotlinę depresji. Dostał od ekspertów rozkaz, że ma być bezpieczny. Tymczasem ciągi podziemnych pieczar są wszędzie — pod całą Orlandią. Trzy czwarte Afryki! Kiedy Tytan stygł, krążył po silnie wydłużonej orbicie. Zbliżał się do strefy Roche'a, w którą wpadła moc mniejszych księżyców i Saturn zmełł je na swoje pierścienie. Więc Tytan stygł wrząc i powstawały na nim wielkie bąble w perisaturnium, marzły w aposaturnium, a potem przyszły sedymentacje, glacjacje i tę bąblowatą, gąbczastą, amorficzną skałę pokryły i zepchnęły w głąb. Nieprawda, że Mare Hynicum wpływa tam tylko przy odpowiedniej ascenzji wszystkich księżyców Saturna. Tych wtargnięć i wytryskiwania gejzerów nie da się przewidzieć. W zasadzie wiedzą o tym wszyscy, co tu pracują, i przewoźnicy, i piloci, i pan. Chociaż ten szlak kosztował miliard, wstęp powinien być ciężkim maszynom wzbroniony. Wszyscy, w dawnym sensie, znajdujemy się w niebie. Czy nie mówi o tym nazwa kopalni — Graal? Tylko że niebo okazało się paskudnie kapitałochłonne. Można było się urządzić lepiej. W paradę weszła buchalteria. Wypłaty za ginących są spore, ale mniejsze od inwestycji, która zredukowałaby niebezpieczeństwo. Już prawie skończyłem. Może być, że tamci się wykaraskają, nawet jeżeli ich zatopiło. Zaczyna się odpływ, a pancerz Diglatora wytrzyma sto atmosfer na cal. Tlen mają na trzysta godzin. Marlin wysłał robocze poduszkowce i dał na remont dwa superciężkie. Bez względu na to, co pan potrafi, nie warto.
Nie warto nadstawiać karku. Diglator należy do najcięższych...
— Pan obiecał skończyć — przerwał mu pilot. — Spytam tylko jednym słowem, dobrze? A Killian? Gosse otwarł usta, rozkaszlał się i usiadł.
— Przecież po to miałem go przywieźć — dodał pilot. — Nie?
Gosse pociągnął dolny brzeg mapy, przez co furknąwszy zwinęła się, wziął papierosa i powiedział znad płomyka zapalniczki:
— To jego rzecz.