
— Takich nie sieją, sami rosną. Idziemy.
— Niech go pan wysłucha. Niech mu pan pozwoli pokazać jak przesyła te butelkę w przyszłość. Robi to zbyt wielkie wrażenie, by przejść nad tym do porządku dziennego.
— Muszę to panom wyjaśnić dokładnie — wtrącił profesor Hewett — przy każdym ruchu w przyszłość mamy do czynienia z barierą czasu. Przemieszczenie w przyszłość wymaga nieskończenie więcej energii niż przemieszczenie w przeszłość. Oczywiście, efekt jest również dostrzegalny, pod warunkiem, że będziecie panowie uważnie obserwować te butelkę.
Raz jeszcze cud elektroniki starł się z barierą czasu, a powietrze zatrzęsło się od wyładowań. Butelka po piwie drgnęła równie niedostrzegalnie jak przedtem.
— To trwa już zbyt długo — L.M. ruszył w kierunku schodów — a propos, Barney, jesteś pan zwolniony.
— Nie może pan wyjść w tym momencie! Nie dał pan Hewettowi najmniejszej szansy, by mógł dowieść swoich racji, albo mnie zlecić, bym je panu wyjaśnił.
Barney był wściekły, wściekły na siebie, wściekły na dogorywającą firmę, która go zatrudniała, na ludzką głupotę i próżność i na to, że stan jego konta w banku dawno już spadł poniżej zera. Rzucił się w stronę L.M. i wyrwał z jego ust wciąż tlącą się „havane”.
— Urządzimy tu prawdziwy pokaz. Coś, co wreszcie pan doceni!
— Płace za te cygara po dwa zielone od sztuki! Oddaj je pan…
— Za chwilę dostanie je pan z powrotem, a na razie proszę patrzeć — Barney strącił butelkę po piwie na podłogę i na jej miejscu położył cygaro.
— Które z tych urządzeń służy do sterowania mocą mechanizmu? — zapytał Hewetta.
— Natężenie wejściowe regulowane jest tym opornikiem, ale czemu pan pyta? Nie można przekroczyć maksymalnej granicy przemieszczenia w czasie bez zniszczenia całego mechanizmu… Stój!
