— Nie możesz wziąć sobie technika albo robota? — ociągałem się.

— Wszyscy technicy już poszli. Tylko nas dwóch zostało w Instytucie. Wiesz, urodziny Gandhiego. A swojemu robotowi kazałem się zapakować dwie godziny temu, bo myślałem, że już będę wychodził.

— No, dobrze — westchnąłem, przypinając do naszyjnika i flirgelflip, i dolika, którego nim badałem. A gdy wszedłem do benskopu, przesuwając naszyjnik na pozycję drugiego skrzydła Instytutu, prawie przestałem się dziwić tej niezwykłej prośbie Banderlinga.

Ten dolik, nad którym pracowałem, to była tak zwana Zagadka Thumtse — nadzwyczaj pasjonująca sprawa. Większość moich kolegów skłaniała się ku rozwiązaniu Gurkheysera, które przestawił on po odkryciu Thumtse ponad pół wieku temu. Gurkheyser ogłosił, że nie może to być dolik, ponieważ brak mu formy flirgowej. Nie może być także spindfar z powodu minutowych ilości flirgu. Dlatego jest to świadomie stworzony paradoks i wobec tego należy go sklasyfikować jako punforga. Ale punforg z definicji nie mógł istnieć w Thumtse…

Odchodzę od tematu. Znowu zapominam o reakcji moich słuchaczy na to zagadnienie. Gdyby go nie było, gdyby choć w tym jednym punkcie… W każdym razie wciąż myślałem o Zagadce Thumtse, gdy opuszczałem benskop w laboratorium Banderlinga. Absolutnie nie bytem psychicznie nastawiony na wyciąganie skądinąd oczywistych wniosków z jego ożywienia. Zresztą kto by się spodziewał tak neurotycznego zachowania po Badaczu Nadzwyczajnym?

— Dzięki, Terton — skinął mi głową, pobrzękując naszyjnikiem obwieszonym przyborami, które fizyk uważa za niezbędne o każdej porze dnia. — Gdybyś mógł potrzymać ten pręt nad stołem obrotowym i opierać się plecami o tę kratę? O, tak. — Przygryzł knykieć prawej dłoni, a lewą przesunął jakąś dźwignię i pstryknął wyłącznik przekaźnika. Obrócił małą gałkę o parę centymetrów, zmarszczył czoło, jakby ogarnęły go wątpliwości, i przekręcił ją z powrotem.



2 из 28