Ten stół obrotowy przede mną przypominał koło, którego szprychy stanowiły zwoje oporników, a środek zajmowała ogromna rura mezotroniczna. Zaczął świecić i miękko wirować. Krata z tyłu wprawiała moje łopatki w delikatne drżenie.

— W tym co robię, nie ma eee… nic niebezpiecznego? — upewniłem się, zwilżając językiem wargi. Pokój był już pełen uruchomionych urządzeń.

Czarna bródka Banderlinga podskoczyła pogardliwie. Zdawało się, że nawet włosy na jego klatce piersiowej dygoczą.

— A niby co tu jest niebezpieczne?

Ponieważ nie wiedziałem co, postanowiłem udawać spokój. Liczyłem, że Banderling mi w tym pomoże, ale on akurat biegał w kółko, spoglądał niecierpliwie na mierniki i stukał w przyciski.

Niemal zapomniałem o swoim niewygodnym położeniu i pręcie, który trzymałem. Roztrząsałem właśnie środkową część mojego artykułu — rozdział, w którym zamierzałem udowodnić, że wpływ Gil na późną epokę Pegis był równie wielki, co Tkes — gdy niski głos Banderlinga wcisnął się w moją świadomość.

— Terton, czy nie czujesz się czasem pokrzywdzony, że żyjesz w cywilizacji pośredniej?

Zatrzymał się przed stołem i wojowniczo podparł się długimi ramionami pod boki.

— O co ci chodzi, o Ambasadę Przyszłości? — spytałem ostrożnie. Słyszałem już o poglądach Banderlinga.

— Właśnie. O Ambasadę Przyszłości. Jak nauka może żyć i oddychać swobodnie, mając takie coś nad sobą? To sto razy gorsze od tych starożytnych represji, inkwizycji, kontroli zbrojeń, czy administracji uniwersytetów. Tego ci nie wolno — bo po raz pierwszy będzie to zrobione sto lat później; tamtego nie wolno — bo wpływ takiego wynalazku na twoje czasy będzie zbyt duży; masz robić to i to — na razie nic z tego nie będzie, ale ktoś w pokrewnej dziedzinie za parędziesiąt lat będzie mógł twoje błędy włączyć w użyteczną teorię. Po co te wszystkie zakazy i ograniczenia? Czyim celom służą?



3 из 28