Odizolował się od świata poszerzając fosę. Tylko najbardziej zdeterminowani turyści i studenci gotowi byli pokonać taką przeszkodę. Przed wścibskimi spojrzeniami chroniła go zwarta ściana zmutowanych drzew ashoka, przez cały rok okrytych kwiatami. Na drzewach tych przemieszkiwało także kilka rodzin małp, stworzeń zabawnych, jednak skłonnych co jakiś czas urządzać najazdy na dom i przywłaszczać sobie całe mienie ruchome, które wzbudziło ich zainteresowanie. Ostatecznie doszło do kilku kampanii międzygatunkowych z użyciem petard i odtwarzanych z taśmy krzyków ostrzegających o zagrożeniu, co okazało się bardziej stresujące dla ludzi niż dla małpiatek, które zresztą rychło wracały. Bestie już dawno nauczyły się, że tak naprawdę nikt nie czyni im tu krzywdy.

Niebo nad Taprobane rozjaśniał właśnie jeden z najwspanialszych w dziejach zachodów słońca, gdy niewielki elektryczny trójkołowiec podjechał cicho między drzewami i przystanął obok granitowych kolumn portyku (prawdziwy genueński Chola z późnego okresu Ranapury, i tym samym kompletny anachronizm w takim otoczeniu, wszelako jedynie profesor Sarath zauważył to niegdyś i skomentował głośno; oczywiście nie miało to żadnego wpływu na gust gospodarza).

Doświadczywszy wielu gorzkich pomyłek, Rajasinghe przywykł nie oceniać nigdy nikogo na podstawie pierwszego wrażenia, wiedział jednak, że nie należy również takich wrażeń ignorować. Oczekiwał poniekąd, że Vannevar Morgan będzie w jakiś sposób przypominał wyglądem swe monumentalne dzieła, jednak inżynier okazał się wzrostu mniej niż średniego, wręcz wątły. Niemniej smukła sylwetka emanowała siłą, a okolona kruczoczarnymi włosami twarz należała z pozoru do osoby o wiele młodszej niż pięćdziesięciojednoletni mężczyzna. Przechowywane w pamięci Arystotelesa nagranie było mylące: ten człowiek winien zostać skłonnym do romantycznych uniesień poetą lub pianistą, albo aktorem zdolnym jednym gestem hipnotyzować tłumy widzów.



9 из 240