Bel Riose sięgnął po pas z metalowych ogniw, który przylegał do wypukłej ściany. Połę przylegania ustąpiło pod naciskiem jego palców i pas oderwał się od ściany wydając odgłos podobny do mlaśnięcia. Uwagę Riose'a zwróciła elipsoida na końcu pasa. Była rozmiarów orzecha.

— To… — powiedział

— …był generator — skinął głową Barr. — Był. Zasada jego działania pozostanie już na zawsze tajemnicą. Badania subelektroniczne wykazały, że przekształcił się w jednolitą bryłkę metalu i nawet najbardziej szczegółowa analiza wzorów dyfrakcji nie pozwala wyodrębnić poszczególnych części istniejących tam przed jego stopieniem.

— A zatem pana „dowód” to w rzeczywistości nic prócz czczych słów nie popartych niczym konkretnym.

Barr wzruszył ramionami.

— Domagał się pan, żebym powiedział, co wiem. Groził pan, że wydrze tę wiedzę siłą. Jeśli woli się pan zapatrywać na to sceptycznie, to co mnie to obchodzi? Chce pan, żebym przestał?

Niech pan mówi dalej! — powiedział szorstko generał.

— Po śmierci ojca kontynuowałem jego badania. Wtedy właśnie pomógł mi drugi ze wspomnianych przypadków, jako że Siwenna była dobrze znana Hari Seldonowi.

— A kto to jest ten Hari Seldon?

— Hari Seldon był uczonym za panowania imperatora Dalubena IV. Był psychohistorykiem, ostatnim i największym z psychohistoryków. Odwiedził kiedyś Siwennę, która była wówczas wielkim ośrodkiem handlowym i miejscem, gdzie kwitła nauka.

— Ach — mruknął kwaśno Riose — czy jest jakaś planeta, która nie chwaliłaby się, że w dawnych czasach była krajem o niezmierzonych bogactwach?

— Mówię o czasach sprzed dwustu lat, kiedy to władza imperatora sięgała jeszcze do najodleglejszych gwiazd i Siwenna była światem w centrum Imperium, a nie półdziką prowincją kresową. Otóż Hari Seldon przewidział zmierzch potęgi Imperium i ostateczne pogrążenie się całej Galaktyki w mrokach barbarzyństwa.



10 из 238