
Tę strategię uprzedniego zamknięcia przeciwnika próbowano stosować już wcześniej, mianowicie podczas wypraw Lorisa VI, jakieś dwa tysiące lat temu, ale zawsze robiono to niedoskonale, zawsze przeciwnik zorientował się w porę i usiłował przeszkodzić w zakończeniu operacji. Tym razem jest inaczej. — idealny, podręcznikowy przypadek? — spytał Barr obojętnym tonem.
Riose zirytował się:
— Pan nadal myśli, że moje wojska przegrają?
— Muszą przegrać.
— Niech pan zrozumie, że nie było przypadku w historii wojen, żeby, otoczywszy przeciwnika, strona nacierająca w końcu nie wygrała, chyba że na zewnątrz pozostała flota wystarczająco silna, aby przerwać okrążenie.
— Jeśli pan tak mówi…
— A pan nadal myśli swoje.
— Tak.
Riose wzruszył ramionami.
— Trudno.
Zapanowało przygnębiające milczenie. Po dłuższej chwili Barr spytał cicho:
— Czy otrzymał pan odpowiedź z Imperium? Riose odwrócił się, wyjął papierosa ze skrytki w ścianie i powoli zapalił.
— Ma pan na myśli moją prośbę o posiłki? — rzekł. — Tak, otrzymałem. Ale tylko odpowiedź.
— Bez statków.
— Bez. Spodziewałem się tego. Szczerze mówiąc, nie powinienem się był dać zasugerować pańskimi teoriami i od razu prosić o posiłki. Stawia mnie to w złym świetle.
— Doprawdy?
— Z pewnością. Statki są w cenie. Wojny domowe ostatnich dwustu lat kosztowały Wielką Flotę więcej niż połowę jej statków, a to, co zostało, jest raczej w kiepskim stanie. Widzi pan, te statki, które dzisiaj budujemy, są niewiele warte. Nie sądzę, żeby znalazł się teraz w Galaktyce ktoś, kto potrafiłby zbudować silnik hiperatomowy pierwszej klasy.
