— Gdzie gwiazdy z rzadka są rozsiane — wyrecytował Barr — i gdzie przestrzeni chłód przenika.

To poezja? — zmarszczył brwi Riose. W tej chwili wiersz wydawał mu się zupełnie nie na miejscu. — W każdym razie oni są z Peryferii, z jedynego sektora przestrzeni, w którym wolno mi walczyć ku chwale Imperatora.

— Służąc w ten sposób interesom Jego Wysokości Imperatora i zaspokajając wewnętrzną potrzebę walki.

— Właśnie. Ale muszę wiedzieć, z czym walczę, i właśnie w tym pan może mi pomóc.

— Skąd pan to wie?

Riose nadgryzł trzymane w ręku ciasteczko.

— Stąd, że od trzech lat zbieram wszystkie plotki, wszystkie legendy, a nawet luźne uwagi dotyczące magów i że wszyscy zgadzają się tylko co do dwu nie związanych z sobą faktów, co dowodzi, że muszą one być prawdziwe. Po pierwsze, magowie pochodzą ze skraju Galaktyki naprzeciw Siwenny, po drugie — pana ojciec spotkał kiedyś żywego, autentycznego maga i rozmawiał z nim.

Wiekowy Siweńczyk patrzył bez mrugnięcia okiem, a Riose mówił dalej:

— Lepiej będzie, jeśli powie mi pan, co pan wie… Barr rzekł z namysłem:

— Byłoby interesujące powiedzieć panu o kilku rzeczach. Byłby to mój prywatny eksperyment psychohistoryczny.

— Jaki?

— Psychohistoryczny — starzec uśmiechnął się cierpko, a potem rzekł szorstko: — Lepiej niech pan sobie naleje herbaty. Mam zamiar wygłosić krótką mowę.

Oparł się o miękkie poduszki fotela. Ściany jarzyły się różowo-białym światłem, w którego łagodnym blasku nawet ostry profil żołnierza nabrał pewnej miękkości.

Po chwili Ducem Barr zaczął swą opowieść.

— To, co wiem, jest wynikiem dwóch przypadkowych zdarzeń, a mianowicie tego, że jestem synem mego ojca i że urodziłem się w tym kraju. Zaczęło się to przeszło czterdzieści lat temu, tuż po Wielkiej Masakrze, kiedy to mój ojciec musiał szukać schronienia w lasach południa, a ja sam zostałem artylerzystą w osobistej flocie wicekróla. Nawiasem mówiąc, był to ten sam wicekról, który odpowiedzialny był za Masakrę, i który potem zmarł tak okropną śmiercią.



8 из 238