
— Ze względów formalnych O’Mara nosi stopień majora Korpusu Kontroli. Wprawdzie mamy tu wielu oficerów i lekarzy starszych od niego stopniem, jednak w związku ze specyficznymi zadaniami, które stoją przed jego działem, trudno uznać go za czyjegokolwiek podwładnego. Podobnie, jak trudno byłoby określić granice jego władzy.
— Już dawno pojąłem, na czym polega różnica między stopniem a zakresem władzy — powiedział Gurronsevas.
— To dobrze — odparł Timmins, wskazując na zbliżające się drzwi. — Tutaj. Proszę przodem.
Znaleźli się w sporym pomieszczeniu z czterema biurkami stojącymi po obu stronach przejścia wiodącego do wewnętrznych drzwi. Tylko trzy stanowiska były zajęte: przez Tarlanina, Sommaradvankę i Ziemianina w mundurze Korpusu. Oficer ów nosił ten sam stopień co Timmins. Tarlanin i Sommaradvanka nie unieśli głów znad ekranów, jednak zerknęli na gościa. Ziemianin spojrzał na niego otwarcie. Gurronsevas przesunął się w głąb pomieszczenia. Starał się stawiać swoje sześć nóg jak najostrożniej, aby nie wprawić wszystkiego w drżenie.
Uznał, że nie wypada się odzywać do podwładnych majora, zanim nie porozmawia z ich przełożonym.
— Gurronsevas, nowo przybyły na Tennochlanie. Do majora — przedstawił go krótko Timmins.
— Major czeka na pana — odparł drugi oficer. — Proszę tędy.
Wewnętrzne drzwi się uchyliły.
— Powodzenia — szepnął porucznik, zostając za progiem.
