Wykalkulował sobie, że lepiej nie odbierać telefonów. Częste dzwonki irytowały go, ale nie chciał ujawniać swej obecności. Ethel nie życzyła sobie, żeby odbierał telefony w jej mieszkaniu. „Nie twój interes, kto do mnie dzwoni”, mówiła. Innym mogła powiedzieć to samo.

Wiedział, że mądrze zrobił, nie otwierając drzwi niespodziewanemu gościowi w piątek wieczorem. Notatka wsunięta pod drzwi dotyczyła strojów zamówionych przez ciotkę.

Doug uśmiechnął się nieprzyjemnie. Ethel na pewno wyznaczyła jemu to zadanie.


W niedzielę rano Denny Adler czekał niecierpliwie na ostrym, porywistym wietrze. Dokładnie o jedenastej zobaczył czarnego chevroleta i pośpiesznie wyszedł długim krokiem spod skąpej osłony Bryant Park na ulicę. Samochód zahamował. Denny otworzył drzwi po prawej stronie i wśliznął się do środka. Pojazd ruszył, zanim jeszcze pasażer zatrzasnął drzwi.

Od czasów Attiki Duży Charley bardzo posiwiał i przybrał na wadze. Kierownica tkwiła pomiędzy fałdami na jego brzuchu. Denny rzucił „cześć”, nie oczekując odpowiedzi. Duży Charley kiwnął głową.

Samochód szybko przejechał przez Henry Hudson Parkway i most Jerzego Waszyngtona. Charley skręcił w Palisades Interstate Parkway. Denny zauważył, że chociaż w Nowym Jorku resztki śniegu zmieniły się w brudną breję, na obrzeżach autostrady śnieg wciąż był biały. New Jersey, stan ogród, pomyślał ironicznie.

Za trzecim zjazdem znajdował się punkt widokowy dla ludzi, którzy zdaniem Denny’ego nie mieli nic lepszego do roboty, tylko gapić się na pejzaż Nowego Jorku za rzeką. Denny nie zdziwił się, kiedy kumpel wjechał na pusty parking. W tym samym miejscu omawiali inne zadania.

Charley wyłączył stacyjkę i sięgnął ponad oparciem do tyłu, stękając z wysiłku. Wyciągnął papierową torbę z kilkoma puszkami piwa i upuścił na podłogę z przodu.



31 из 235